Mój bohater

Baszkiewicz Jan - RichelieuDawno temu, w czasach gdy zaczytywałam się „Trzema Muszkieterami” śniło mi się że goni mnie kardynał Richelieu. Oprawca był tym dumasowskim wydaniem kardynała, tylko trochę bardziej cholerycznym jeszcze, więc pędził za mną na złamanie karku wymachując zamaszyście obnażoną szpadą (proszę nie interpretować tego snu przez pryzmat freudowski – błagam), a ja grzęzłam nieudolnie w ciężkiej sukni i milionie halek, bo sen okazał się na tyle spójny, że i nawet kostium z epoki się dla mnie znalazł. Na szczęście kardynał też został spowolniony przez swoje purpurowe suknie więc zdążyłam się obudzić zanim choleryczny klecha zdążył mnie dogonić. Tym samym nie dowiedziałam się też po co lub dlaczego mnie w ogóle gonił.

No właśnie dlaczego? Przecież zawsze to jemu kibicowałam, a nie żółtodziobowi d’Artagnanowi wymachującemu szabelką bez powodu, przedkładając kardynalski intelekt, intrygi i knowania ponad wszystko. Czytaj dalej „Mój bohater”

Reklamy