„Błękitny zamek”. Uwaga: zrzędzę.

Uwaga! Potworne spojlery: nie potrafię napisać o tej książce bez, a nie ma to też najmniejszego sensu. W ramach pokuty zjem ciasteczko.


blekitny-zamekNigdy nie wiadomo, kiedy cegła spadnie nam na głowę. To przecież oczywisty banał. A mimo to wielu ludzi, zamiast czerpać z życia garściami, bo przecież ono krótkie jest i nie możemy mieć pewności, czy przypadkiem z hukiem nagle się nie zakończy (np. przez wybuchające znienacka krzesło „made in china”), żyje tak, jakby ich głównym zadaniem było uszczęśliwianie otoczenia, dostosowywanie się do wymagań rodziny, konwenansów, mody czy innych dyrdymałów. Problem jest aktualny i jak najbardziej realny. W tej kwestii niewiele zmieniło się od początku XX wieku, kiedy „Błękitny zamek” powstał.

W zasadzie jest to twór realistyczny, jednak między rzeczywistością powieściową a faktyczną istnieją dwie zasadnicze różnice. Po pierwsze, wielu ludzi nigdy nie zazna takiego momentu olśnienia jak główna bohaterka, nie zauważy swojego marnego losu i przyczyn niezadowolenia z życia aż do końca. A wtedy będzie już za póżno. Amen. Po drugie nawet gdy takie olśnienie nastąpi, nie zawsze mamy siłę, odwagę czy możliwości by istniejący stan rzeczy zmienić, tudzież taka rewolucja wiązała by się z krzywdą innych. Czytaj dalej „„Błękitny zamek”. Uwaga: zrzędzę.”

Reklamy