O ciamcialamci (A. Fiedler „Gorąca wieś Ambinanitelo”)

Wygląda na to, że naprawdę niewiele trzeba by mnie przekonać: na przykład Fiedlerowi wystarczyły ździebko pokory, różnica dwóch pokoleń i wynikający z niej specyficzny styl, trącący nieco truchłem. Bo któż w dzisiejszych czasach używa słów „krotochwilny” czy „ciamcialamcia”.

Oczywiście przesadzam – taki styl wcale nie jest martwy, ale zdecydowanie zarezerwowany dla literatury najwyższych lotów bądź wręcz przeciwnie, używany w celach parodystycznych. Współczesne reportaże są tak obecnie popularne obecnie, głównie dlatego, że proste w odbiorze, nie „męczą” czytelnika wyszukanym słownictwem, którego – o zgrozo – mógłby nie zrozumieć, toteż próżno szukać „ciamcialamci” w opisach młodego pokolenia. Niezmiennie zachwycam się więc prozą sprzed dziesięcioleci, różnica w stylu jest bowiem ogromna. Czytaj dalej „O ciamcialamci (A. Fiedler „Gorąca wieś Ambinanitelo”)”

Klasyka rasizmu? „Napowietrzna wioska” J. Verne’a

Słoniki!

W przypadku J. Verne’a nie potrafię być obiektywna, z prostej przyczyny: to jego książkom zawdzięczam fakt, że dziś nie jestem analfabetą. Gdybym paręnaście lat temu nie zetknęła się z twórczością Verne’a, prawdopodobnie nigdy nie polubiłabym czytania. 20 000 mil podmorskiej żeglugi, W 80 dni dokoła świata i inne podobne powieści nieruchliwemu dziecku jakim wtedy byłam (i nadal jestem, może trochę bardziej wyrośniętym), którego zapędy globtroterskie zaczynały się i kończyły na książkach, dały możliwość poznawania świata bez opuszczania bezpiecznej klitki. Mussetowski „spektakl w fotelu” zastąpiłam „podróżą w fotelu” (choć w tamtych czasach o tak burżujskim meblu mogłam pomarzyć –  kocyk pod grzejnikiem musiał wystarczyć).

Mam więc u Verne’a ogromny dług wdzięczności, a jego powieści wciąż sprawiają mi ogromną radość, mimo że wyzbyłam się gdzieś po drodze bezkrytycznego spojrzenia dziecka. Od Verne’a wszystko się zaczęło i do niego, po prawie 20 latach wracam. A to za sprawą Zielonej Sowy i jej serii „Podróże z Verne’em”. Składają się na nią nowe wydania mniej lub bardziej znanych powieści Verne’a i w poczet zalet tego przedsięwzięcia należy zaliczyć nowe, pełne przekłady wydawanych wcześniej dzieł, bo te z przed ponad pół wieku, co tu kryć, nie należały do najwierniejszych. Wspomniana seria ukazała się na przełomie 2009 i 2010 i liczy 17 tomów (14 powieści). Jeden z nich, całkiem przypadkowo wpadł w me macki. Była to Napowietrzna wioska. Przypadkowo, oznacza w tym wypadku, że zobaczyłam na półce nazwisko autora, i że książka ma słoniki na okładce i ryciny w środku, a ja lubię obrazki, więc sobie kupiłam. Czytaj dalej „Klasyka rasizmu? „Napowietrzna wioska” J. Verne’a”