Tu miał być tekst o „Żelaznej radzie” Ch. Mieville’a

Zgubiłam recenzję. Nieczęsto zdarza się zgubić dokumenty w formacie cyfrowym, ale jednak, jak się właśnie dowiedziałam, jest to możliwe. By tego dokonać należy spełnić parę warunków. Trzeba mieć sklerozę i używać paru komputerów jednocześnie. Do tego dodajmy specyficzny rodzaj pedantyzmu, objawiający się wyrzucaniem zapasowych kopi dokumentów z „chmury” żeby się nie zapchała i była lekka i puszysta jak obłoczek z reklam ptasiego mleczka.

Tym sposobem mój zrodzony w bólach, ponad dwustronicowy tekst poszedł się paść.

Ale to dobrze się składa dla Chiny. Moje wypociny obejmowały bowiem obwarowany cytatami i trudnymi do zbicia argumentami dowodzącymi, że marne, wręcz wołające o pomstę do nieba, zakończenie pogrążyło świetną koncepcję. Rozwiązanie akcji jest tak rozczarowujące, że jego negatywnego efektu nie przyćmią ani odwołania do mitologii litewskiej, ani zróżnicowanie rasowe mieszkańców fantastycznego świata, ani rozpolitykowanie i karykaturalna wariacja na temat rewolucji proletariackiej, ani taumaturgia, ani ludzie-kaktusy. Czytaj dalej „Tu miał być tekst o „Żelaznej radzie” Ch. Mieville’a”