Bo trochę nachalnej propagandy jeszcze nikomu nie zaszkodziło (Thomas L. Friedman „Gorący, płaski i zatłoczony”)

To znaczy chyba nie zaszkodziło. Przynajmniej taką można mieć nadzieję, jeśli nie jest się bezpośrednią ofiarą prania mózgu. A w przypadku Friedmana adresatem wywodu są Amerykanie, do tego stopnia, że wręcz stawiałabym pod znakiem zapytania sensowność gorowydania tego „dzieła” w Polsce, gdyby nie to, że, jako osoba postronna, miałam sporo zabawy przy wychwytywaniu mniej lub bardziej widocznych chwytów retorycznych. Polski czytelnik musi jednak pamiętać, że Friedman wypowiadając się per „my” nie zwraca się do niego. „My” Friedmana to tylko i wyłącznie naród amerykański. To dlatego, że autor widzi w nim jedynego możliwego przywódcę, który dałby przykład reszcie świata i zamartwia się biedactwo tym, że obecnie autorytet Stanów jest niewykorzystywany bądź podważany (a „Gorący…” zostało napisane jeszcze przed największymi kompromitacjami z Iraku. Teraz to już pewnie Friedman wyłysiał: Czytaj dalej „Bo trochę nachalnej propagandy jeszcze nikomu nie zaszkodziło (Thomas L. Friedman „Gorący, płaski i zatłoczony”)”