Buddy Levy „Rzeka ciemności”

rzeka ciemnosciSpływ F. Orellany Amazonką to jedna z najbardziej wyjątkowych ekspedycji w historii konkwisty. Wie o tym każdy, kto wystarczająco dobrze orientuje się w temacie, choć zapewne szerszej publice nazwisko tego człeka niewiele mówi. A wszystko zaczęło się jak zawsze: od poszukiwania złota i mitycznego El Dorado. Za unikatową w skali światowej i wyjątkową na tle reszty poczynań konkwistadorów ekspedycją odkrywczą, kryła się więc żądza zysku. To smutne. Ale czy kogoś to dziwi? Wszyscy Europejczycy, którzy w ówczesnym okresie znaleźli się w Ameryce Południowej, przybyli tam przecież w celu zdobycia bogactw, ewentualnie zaspokojenia swoich ambicji i żądzy władzy (tu bracia Pizarrowie wiedli prym). Plaga niepiśmiennych pastuchów z Estremadury, w większości skoligaconych, albo przynajmniej należących do tego samego towarzystwa wzajemnej adoracji zalała nowy świat. Czegóż mamy od nich oczekiwać? Zachwytów nad pięknem przyrody? Nieinwazyjnych ekspedycji badawczych? Nie, no przecież oczywiście że rzezi i grabieży. No chyba, że coś pójdzie nie tak i zamiast łupić, gwałcić i mordować trzeba będzie walczyć o przeżycie. Czytaj dalej „Buddy Levy „Rzeka ciemności””

Reklamy

Charles C. Mann „1491. Ameryka przed Kolumbem”

1491 Ameryka przed KolumbemWiem, że się będę powtarzać, ale muszę jakoś się sama rozgrzeszyć. Inaczej będzie mi źle. Otóż czasem głupio mi narzekać i złorzeczyć na książki ogólnie zachwalane. Wbrew pozorom, przychodzi mi to z trudem, tym bardziej gdy noszę się z zamiarem nabluzgania na rzecz nagradzaną i tą nagrodą i uznaniem epatującą z okładki, o ile to nie jest coś w rodzaju „Lauru konsumenta miesięcznika Murator”. Ale dla przykładu już taki tekst robi wrażenie:

Książka roku magazynu literackiego „Książki” w 2008 r.

Taka rekomendacja winduje niezmiernie oczekiwania, które spełnione być nie mogą. Możliwe jednak, że stwierdzając iż książka na taki poklask nie zasłużyła, kopię swój grób, obnażając tym samym własną tępotę i ciasnotę umysłu, słowem upośledzenie uniemożliwiające mi ogarnięcie geniuszu dzieła. Czytaj dalej „Charles C. Mann „1491. Ameryka przed Kolumbem””

Laura Esquivel „Malinche. Malarka słów”

okldakaZacznę dziś prosto z mostu: wszystkie źródła historyczne są zgodne co do tego, że Cortés drogą negocjacji początkowo przekonał Montezumę do poddania się bez walki. Tyle razy się o tym naczytałam, ale ani razu nie zadałam sobie pytania jak oni się ze sobą porozumiewali. Na migi?

Banalne i wręcz narzucające się pytanie. Aczkolwiek, mimo że sprawa nie jest oczywista, część opracowań temat pomija. Być może dlatego też nigdy się nad problemem nie zastanawiałam. Cortés należał do tak zwanej pierwszej fali konkwistadorów, którzy coś sobą reprezentowali. Później było już tylko gorzej. Dajmy na to taki Pizarro, był niepiśmiennym pastuchem, właściwie świniopasem. A jego bracia to skończona hołota. Pewnie w dzisiejszych czasach zostaliby wszyscy dresiwami patrolującymi miasto z maczetami w grabach. Czytaj dalej „Laura Esquivel „Malinche. Malarka słów””