Z cyklu „Problem kleru”: Jose Rizal i jego „Noli me tangere”

To nie kilim, to okładka.

Konia z rzędem temu, kto wie kim był José Rizal. Przyszło mi na starość odkrywać nowe nazwiska, bo zagnało mnie na Filipiny, czyli ziemię mi nie znaną. Wiem o nich tyle, że to wyspy na których utłukli Magellana. Otóż, rzeczony José nie miał więcej szczęścia niż Ferdynand, bo stracono go w 1896. Ba, nawet z daty jego egzekucji (30 grudnia) uczyniono święto narodowe Filipin. Był on zdecydowanie pozytywnym bohaterem w dziejach kraju (wykształcony, postępowy reformator etc.) więc trochę może zadziwić fakt świętowania jego śmierci, ale są przecież kraje, które przedkładają wspomnienia o swoich porażkach nad sukcesy. Takie taplanie się martyrologii narodowej lub, jeszcze lepiej, narodowowyzwoleńczej. Zalatuje to wszystko nieco terminologią romantyczną, ale i powieść, którą Rizal popełnił, taki styl wypowiedzi usprawiedliwia.

Noli me tangere wydane po raz pierwszy w 1866, nieuchronnie przywodzi na myśl gryzmoły europejskich romantyków. Sprawdźmy, czy są wszystkie elementy:

– wykształcony młodzian rozdarty między miłością do kobiety a dobrem ojczyzny – sztuk jedna.
– mdlejąca i chorująca śnieżnobiała (na Filipinach? Matko, jak?) piękność – sztuk jedna.
– romantyczna wycieczka po jeziorze & beztroskie rozrywki bananowej młodzieży – są. Czytaj dalej „Z cyklu „Problem kleru”: Jose Rizal i jego „Noli me tangere””