Stephen Clarke „Merde! Rok w Paryżu”

merdeMało kto spoza Francji zna prawdziwą historię powstania Unii Europejskiej.

A było to tak: rodzina Charles’a de Gaulle’a miała wiejski domek w pobliżu farmy, gdzie wytwarzano najbardziej pomarszczone kiełbaski w całej Francji. Francuzi nazywają to „saucissons secs”, czyli suche kiełbaski. Długie, cienkie, zniekształcone salami, które wiszą i schną tak długo, aż zrobią się twardsze niż butelki wina. Są tak twarde, że wymagają odpowiednich noży – morderczych narzędzi umożliwiających krojenie tej kiełbasy na cieniuteńkie plasterki, bo jedynie w takiej postaci można ją zjeść – które kupuje się w specjalnych sklepach.

Ale wróćmy do de Gaulle’a. Był on wielkim miłośnikiem owych „saucissons”. Po drugiej wojnie światowej, gdy Francja wreszcie mogła cieszyć się pokojem (pomijając, rzecz jasna, kilka wojen kolonialnych), generałowi udawało się wyskoczyć na wieś kilka razy do roku. Zawsze wtedy do aperitifu z apetytem zajadał ów miejscowy specjał.

Tymczasem pewnego piątku – o zgrozo – kiełbasek zabrakło. „Pourquoi?”, zapytał generał. Otóż dlatego – powiedziano mu – że pobliska farma popadła w kłopoty finansowe i zarzuciła produkcję.

De Gaulle natychmiast przystąpił do działania. Przedstawił parlamentowi projekt ustawy, w którym proponował utworzenie systemu dotacji dla małych gospodarstw wiejskich. W tamtym czasie rządem kierowały związki przemysłowe, więc ustawa nie przeszła. Wówczas de Gaulle wpadł na genialny pomysł: przecież można stworzyć rząd europejski, który sfinansuje produkcję jego ukochanej kiełbasy. […] i w ten sposób doprowadził do narodzin EWG. Niedługo potem farma produkująca ulubione kiełbasy generała opływała w eurogotówkę i wytwarzała tyle dobra, że połową musiała karmić świnie.*

Czytaj dalej „Stephen Clarke „Merde! Rok w Paryżu””