Notka o „Balzaku i chińskiej krawcównie” Dai Sijie

balzac-i-chinska-krawcownaZ historią opowiedzianą w „Balzaku i chińskiej krawcównie” spotkałam się jako szczyl, zupełnie przypadkiem, gdy szacowne grono pedagogiczne, nie wiedzieć czemu, może w ramach eksperymentu na zwierzętach, postanowiło wysłać grupkę pryszczatych nastolatków do kina akurat na ten film. Z perspektywy czasu ośmielam się twierdzić, że produkcja ta, choć dość przyjemna w odbiorze i momentami zachwycająca nawet dla niewyżytych licealistów (najlepszym dowodem na wrażenie jakie film pozostawia jest fakt, że przeszło 15 lat później dość dobrze go pamiętam, a zazwyczaj mam sklerozę), porusza jednak kwestie zbyt poważne by młody żółtodziób ogarnął je swym małym rozumkiem.

Co prawda fabularnie i językowo historia jest dość prosta: to opowieść o dojrzewaniu uczuciowym dwóch nastolatków skazanych na reedukację w czasie rewolucji kulturalnej w CHRL. Autor troskliwie prowadzi czytelnika za rączkę, wyjaśniając też pobieżnie, czym ówczesne czasy były i skąd wzięły się problemy bohaterów. Na tym poziomie historia jest prosta. Trudniejszą częścią jest zrozumienie motywacji bohaterów (zwłaszcza tytułowej krawcówny), które nie są przedstawione w tekście wprost, a wyczytanie ich między wierszami, wyłuszczenie subtelności, wymaga już trochę wysiłku.

Z niekłamaną przyjemności wróciłam po latach do książkowej wersji, odnajdując w niej, w przeciwieństwie do młodzieńczego, powierzchownego zauroczenia zaskakująco (jak na tak prostą historię) głębokie przesłanie.


Dai Sijie „Balzac i chińska krawcówna”, przeł. Maria Braunstein, MUZA, Warszawa, 2001

Reklamy

„Czasy Secondhand” S. Aleksijewicz

czasy secondhand„Czasy Secondhand” to moje drugie podejście do twórczości Swietłany. I choć lektura, co oczywiste, warta była zainwestowanego czasu, nie zmieniła ona w żadnym stopniu mojego stosunku do zeszłorocznej noblistki: występują tu te same zalety, które wyłuskałam z „Czarnobylskiej modlitwy”, ale też pojawiają się te same wątpliwości.

Reportaż ten, jak na styl autorki przystało, to zbiór de facto znacznie uładzonych literacko wywiadów i wypowiedzi świadków. Tym razem ludzi, którzy pamiętają czasy Związku Radzieckiego i byli świadkami, a czasem sprawcami i siłą napędową, jego upadku, rozkładu i następującej po tym dzikiej transformacji w gospodarkę kapitalistyczną rodem z XIX wieku.

Polski czytelnik jest w tym przypadku w uprzywilejowanej sytuacji, gdyż część zjawisk będzie pamiętał z autopsji (jeśli oczywiście jest wystarczająco wiekowy), jak na przykład nagłe wkroczenie gospodarki rynkowej objawiającej się między innymi zastąpieniem kultem pieniądza szacunku dla wykształcenia. Część czytelników może też pamiętać pewne zjawisko z perspektywy obserwatorów z drugiej strony barykady. Tak może być w przypadku osób, pamiętających targi pełne Rosjan sprzedających mydło i powidło. W latach 90. obficie korzystaliśmy z taniej oferty tych ulicznych handlarzy, nie zastanawiając się zbytnio jakie dramaty ludzkie za tym stoją i czy przypadkiem nie kupujemy tego kiczowatego garnuszka od profesora filologii. Dla nas byli to po prsotu „ruscy”. Czytaj dalej „„Czasy Secondhand” S. Aleksijewicz”

Zawsze ufaj świni („Niesłychane losy Iwana Kotowicza”, Michał Amrzykowski, Kajetan Kusina)


nielsycnane losy ivana kotowicza 1„Niesłychane losy Ivana Kotowicza” to spore, bardzo pozytywne zaskoczenie. Tym większe, że już udostępnione przed publikacją próbki świadczyły o wysokiej jakości kreski, a wydanie pod egidą „Kultury gniewu” gwarantowało, że fuszerka miejsca mieć nie może. Nie doceniłam jednak pomysłowości autorów, toteż efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

Wstrzymuję się z oceną warstwy fabularnej, gdyż to można będzie dopiero uczynić po przeczytaniu całości (część druga komiksu podobno już się produkuje), gdyż tom pierwszy przedstawia na razie tylko sielskie dzieciństwo bohatera, oraz pierwsze traumatyczne przeżycia, które zapewne zdeterminują jego późniejsze wybory i los. Mimo spokojnego początku i powolnego wprowadzenia w świat Kotowicza, nawet czytelnik z deficytami koncentracji nie zdąży się znudzić. A to dzięki konstrukcji świata przedstawionego bazującego na dobrze znanej nam historycznej rzeczywistości, ukwieconej jednak zjawiskami nadprzyrodzonymi i elementami dekonstruującymi zdroworozsądkową logikę. Czytaj dalej „Zawsze ufaj świni („Niesłychane losy Iwana Kotowicza”, Michał Amrzykowski, Kajetan Kusina)”

Guy Delisle „Pjongjang”

okl„Komiksowy travelogue” – taki termin określający „Pjongjang” Guy Delisle’a umieszczony został na skrzydełkach wydania z roku 2013. Czyli co? Ilustrowany dziennik z podróży? Podróżnicza powieść graficzna? Cóż. Jakkolwiek by „Pjongjangu” nie próbować górnolotnie nazywać, to po prostu komiks.

Znowu się czepiam na samym wstępie, ale tym razem to nie wypływa z czystej złośliwości. Po prostu bawi mnie wybornie sama idea umieszczenia przeintelektualizowanej terminologii w komentarzu do dziełka, które przemawia do czytelnika głównie poprzez emocje. Zresztą trudno pokusić się o inną metodę opowiadania o Korei, bo racjonalne wyjaśnienie (zdecydowanie ponurego) absurdu tego kraju graniczy z niemożliwością. A forma graficzna wyjątkowo dobrze się sprawdza w tym kontekście. Obszerny komentarz jest wręcz nie na miejscu, tam gdzie jedna ilustracja wyraża więcej niż słowotok (zaznaczam, że z racji moich upodobań do słowa pisanego nie należę do osób, które rzucają takimi opiniami na prawo i lewo). Czytaj dalej „Guy Delisle „Pjongjang””

Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć”

imagesBędzie krótko. I wyjątkowo poważnie, jak na mnie. Tym razem naprawdę nie kłamię, bo nie ma sensu się rozwodzić na temat książki, którą po prostu trzeba przeczytać. Próbując w czasie lektury, zakreślać co lepsze fragmenty w celu napisania ewentualnej reklamy, zorientowałam się dość szybko, że w ten sposób zaznaczę po prostu całą książkę. A przecież nie będę przepisywać trzystu stron na potrzeby recenzji.

„Światu nie mamy czego zazdrościć” to reportaż, ale nie ten z tych nudnych wyliczeń danych statystycznych, ani nie relacja z podróży zmanierowanego dziennikarza, który postrzega wszystko przez pryzmat swoich poglądów. Podtytuł brzmi: „Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej” i właśnie o tym jest książka. Problematyka sytuacji w KRLD jest ukazana na przykładzie biografii i wspomnień kilku zwykłych osób, którym udało się uciec z północy. Mamy okazję poznać ich indywidualne historii, i choć ich pochodzenie i powody podjęcia decyzji o ucieczce były różne, wszystkie przypadki potwierdzają tezę, że życia w KRLD, życiem nie można nazwać. Czytaj dalej „Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć””

Wstrętna i płytka opinia o „Pekińskiej komie” Ma Jiana

Jakbym chciała podsumować bardzo krótko ostatnią lekturę, to pierwsze zdanie, jakie przychodzi na myśl brzmi: „Pekińska koma” – książka, z którą walcz

Obrazek
Większej nie było.

Jakbym chciała podsumować bardzo krótko ostatnią lekturę, to pierwsze zdanie, jakie przychodzi na myśl brzmi: „Pekińska koma” – książka, z którą walczyłam miesiąc. Niestety, wyrażenie to w żaden sposób nie oddaje czytelniczych wrażeń, a wręcz zaciemnia obraz, bo można odnieść wrażenie, że książka jest męcząca. Co niekoniecznie musi być prawdą, choć temat jest ważki (protesty na placu Tienanmen w 1989 roku) i mimo faktu, że to ciężka cegła (700 stron). Podejrzewam, że z tego powodu sięgną po nią tylko osoby mniej lub bardziej zainteresowane tematem.  Ci, którzy szukają lekkiej i zabawnej rozrywki, prawdopodobnie na nią nie trafią, a jeśli im się napatoczy jakimś cudem, odradzam lekturę.

Nie wiem, jak ująć poważną treść „Pekińskiej komy”, by nie powiało banalnością. Powiedzieć, że masakra na Tienanmen jest wciąż żywym świadectwem okropności totalitarnego ustroju, że pokazuje życie normalnych obywateli w nienormalnej sytuacji, że to bezkompromisowe potępienie nieludzkiej władzy i pochwała indywidualnego bohaterstwa? Wszystkie te etykietki upraszczają i trywializują treść dzieła bardzo złożonego, a przy tym śmiertelnie poważnego. Nawet przy bardzo złej woli mojego szyderczego ja, przez 700 stron nie znalazłam nic do obśmiania. Niebywałe. Czytaj dalej „Wstrętna i płytka opinia o „Pekińskiej komie” Ma Jiana”

Peter Fröber Idling „Uśmiech Pol Pota”

Można odnaleźć podobieństwa między tamtym czasem a teraz. Ale wyraźna różnica jest taka, że dzisiaj brakuje wiary w sensowność politycznej opozycji. Brak też wybitnych intelektualistów, który byliby w stanie pokierować oporem.

Dzisiejsi młodzi to dzieci tych, którym udało się przeżyć […], bo zgięli kark, trzymali język za zębami i pilnowali swojego.*

Wygląda znajomo? O czymkolwiek sobie pomyślałeś, reportaż Idlinga dotyczy Kambodży. Dopiero w szerszym kontekście nawiązuje do wszystkich krajów, które padły ofiarą eksperymentalnych prób zaprowadzenia ustroju komunistycznego. Stalin, Kim Ir Sen, Pol pot… co za różnica? Wszyscy oni są winni masowych zbrodni popełnionych na swoich własnych narodach.

Przy czym, mam niejasne przeczucie, że w kraju, gdzie większość naukę historii kończy na II wojnie światowej, i to jak dobrze pójdzie, nazwisko Pol Pota czy nazwa Czerwonych Khmerów, nie kojarzy się absolutnie z niczym. Mylę się? Daj boże. Jeśli jednak nie, polecam „Uśmiech Pol Pota” jako lekturę obowiązkową wszystkim tym, którzy o takowym panie słyszą po raz pierwszy w życiu. Dla czytelników, którzy jednak orientują się w temacie, również nie będzie stratą czasu. Z wielu powodów. Czytaj dalej „Peter Fröber Idling „Uśmiech Pol Pota””