„Wołanie Kukułki” R. Galbraith

Do tej pory próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, która ilość sprzedanych egzemplarzy takwolanie-kukulki- naprawdę oddaje wartość tej książki. Czy 1500 opchnięte w trzy miesiące, zanim ujawniono tożsamość rzekomo początkującego pisarza, Galbraitha, czy te „zawrotne” 18000 sprzedanych tomiszczy w tydzień po ujawnieniu szokującej prawdy o męskim wcieleniu Rowling?

Można rzec: magia nazwiska, zaufanie do marki i (jednocześnie tłumacząc względnie małą popularność Galbraitha) niechęć do kupowania kota w worku. Wybaczcie, że tak cisnę wam w twarz komunałem, ale każdy pisarz był kiedyś debiutantem, a twory takich ludzi mają to do siebie, że często muszą odczekać zanim zostaną zauważone i docenione, a potem, dzięki promocji garstki zachwyconych czytelników i recenzentów, popularność nabiera impetu. Czasem to trwa wręcz dekady, a wtedy może taki pisarz się puszyć, że wyprzedził swoją epokę (podczas gdy pewnie miał bęcwał słaby PR). Czytaj dalej „„Wołanie Kukułki” R. Galbraith”

Reklamy