Norman Davies „Zaginione królestwa”

352x500Eufemistycznie mówiąc, nie przepadałam za Normanem. Po pierwsze przez jego propolskość, przez którą wykazywał skłonność do nadawania większego znaczenia wydarzeniom we wschodniej Europie, niż zasługują na to ze względu na ich faktyczną wagę. Najbardziej widać to w „Europie”, która jest lekturą strawną, dopóki nie pojawiają się Polanie, a Norman rozpisuje się o graffiti na ścianach murów odkopanych w Pompejach. Gdy wkraczają na sceną plemiona tworzące wschodnią Europę treść stacza się po równi pochyłej. Drugą rzeczą, której co prawda autor nie jest bezpośrednio winny, jest moda na niego panująca w naszym kraiku. Byłoby dobrze, gdyby można było z czystym sumieniem powiedzieć, że ten niemalże owczy pęd wynika z wyjątkowych zalet merytorycznych historyka, jednak prawda jest przykra. Jedynym uzasadnieniem jest oczywiście wspomniana wyżej propolskość, która karmi ego i nacjonalistyczne zapędy sporej części społeczeństwa polskiego. Bo anglosaski historyk specjalizuje się w naszych dziejach, to znaczy, że jesteśmy ważni. Tak? Bo napisał też całe tomiszcze (którego zapewne kijem nie tknę) o Powstaniu Warszawskim i broni jego bohaterskiej legendy? Czytaj dalej „Norman Davies „Zaginione królestwa””