„Szkoła kotów” Kim Jin-kyung

okladka jedenCzasem jeszcze czytam bajki. Nie mam co prawda pretekstu w postaci pacholęcia, które nimi miałabym epatować, jednakże wrodzona ciekawość mi nakazuje czasem do nich zajrzeć, zwłaszcza jeśli tekst jest o kotach i jest produkcji koreańskiej. Trzeba mi było sprawdzić, czy nie niesie ten tekst jakiegoś nie spotkanego wcześniej orientalizmu. Co prawda literaturę wschodnią znam, ale nigdy do bajek nie zaglądałam.

Z pewnym żalem stwierdzam, że „Szkoła kotów” jest pokłosiem niszczycielskiej fali globalizacji. Po prawdzie jej koreańskość przejawia się tylko w nielicznych ciapkach kolorytu lokalnego typu nazwy własne, bądź imiona bohaterów lub nieliczne odnośniki do lokalnej mitologii (i tak wyjaśnionej w tekście, więc zachodni czytelnik nie musi się obawiać, że przegapi sedno). Fantastycznej fabuły, obecności magii i kotów człekopodobnych, grających na gitarze, śpiewających i chodzących na dwóch łapach nie uznaję natomiast za rzecz typowo rdzenną. Wszak gro bajek w różnych zakątkach świata traktuje o sferze nadprzyrodzonej. Czytaj dalej „„Szkoła kotów” Kim Jin-kyung”

Reklamy