Krótko o „Triumfie owiec” L. Swann

pobraneNiuchniuch. Czuję swąd odgrzewanego kotleta. Co prawda nie wieprzowy, bo z mniej popularnego mięsa, baraniego (w sumie nigdy nie jadłam kotleta z baraniny), ale zawsze to odgrzewany kotlet. Nie może być tak smaczny jak świeży.

Bardzo podobała mi się „Sprawiedliwość owiec”, urzekły mnie literackie aluzje i specyficzny owczy język. Część druga też to zawiera, to znaczy te same literackie aluzje i ten sam styl. Wciąż wszelkie przedmioty, których owce nie potrafią nazywać, otrzymują dumne miano „Rzeczy”. Jeśli komuś wystarczy to samo, co w pierwszej części okraszone tylko nową intrygą kryminalną, to świetnie. W moim przypadku jednak przy lekturze drugiej części pojawiło się znużenie: okazało się że koncept, świat widziany przez owczy móżdżek, który był pewną nowością i który tak bardzo ceniłam, pozbawiony elementu zaskoczenia, traci swój urok. Już jesteśmy z tym owczym językiem i sposobem myślenia oswojeni, przestaje więc on nas bawić. Czytaj dalej „Krótko o „Triumfie owiec” L. Swann”

Reklamy