Stendhal „Różowe i zielone” (to nie błąd, tak ma być)

Od w miarę oczytanego, obytego z klasyką człowieka, można oczekiwać znajomości Stendhala (no chociaż ze słyszenia) oraz, że hasło „Czerwone i czarne” nie będzie mu całkiem obce. Choć mój ulubieniec jest obecnie zdecydowanie mniej popularny niż kiedyś, wciąż z kanonu go nie wygryziono, a szanujący się romanista przynajmniej dzieło flagowe tego autora znać musi. Gorzej z resztą twórczości. Szczęśliwcy sięgną po „Pustelnię parmeńską”, ktoś coś skojarzy o jakimś tam Lucjanie, a ktoś w akcie wyszukanego snobizmu może przypomnieć o „Pamiętniku egotysty”. Swoją drogą, przed zajęciem się karczowaniem braków w wykształceniu, bardzo długo myślałam, że tytuł tej ostatniej pozycji brzmi „Pamiętnik egzorcysty”. Wybacz Henri, tak jakoś wyszło, bo czytać nie umiem i literki przestawiam.

Na tle tej bibliografii, „Różowe i zielone” jest stosunkowo mało znane, ba, często nawet nie figuruje na listach dzieł Stendhala. Przyczyna jest prosta: mamy do czynienia z dziełem niedokończonym, prawdę mówiąc zaledwie napoczętym, w którym fabuła (choć znana ze szkiców i planów dalszej części utworu) nawet się nie rozwinąć nie zdążyła. Mamy za to pokaźny wstęp i, co najważniejsze, dość obszerną analizę charakteru głównej bohaterki. Czytaj dalej „Stendhal „Różowe i zielone” (to nie błąd, tak ma być)”