Miki Sakamoto „W cieniu kwitnących wiśni”

To takie książki jednak wciąż się pisze?! Pisząc „takie”, mam na myśli chronologiczne relacje życia osoby X na tle dziejów. Bez udziwnień, seksu i przemocy? Nawet bez perypetii, wskazujących na to, że ta jedna osoba miała wyjątkowego pecha i dotknęły jej wszelkie możliwe plagi? Co za zaskoczenie. I to miłe, bo dopiero jak się na taki przypadek trafi, to sobie człowiek uświadamia, jak bardzo można być umęczonym wszystkimi eksperymentami fabularno-stylistycznymi i dialogami godnymi „wujka Staszka mistrza ciętej riposty”, gdzie błyskotliwe wypowiedzi padają jedna za drugą, by jeszcze bardziej szczątkowy realizm pognębić.

Sakamoto w tytule „W cieniu kwitnących wiśni” nawiązuje do przemijalności. Bowiem rzeczone kwiaty słyną z tego, że ich kwitnienie, choć piękne, trwa bardzo krótko. Przy czym w tym przypadku nie chodzi może o uwypuklenie śmiertelności, choć i ten motyw się w treści przewija, a bardziej o szybkość upływu czasu i zmienność losu. Do tego, o tyle o ile moja kulawa niemiecczyzna pozwala mi zrozumieć tytuł oryginalny („Die Kirschblütenreise oder wie meine Groβmutter Nao den Wandel der Zeit erlebnte”) jego druga część znaczy tyle co „o tym jak moja babka Nao przeżyła zmienne koleje losu”, czyli tłumacz z sobie tylko znanych powodów oszczędził polskiemu czytelnikowi wyłożenia kawy na ławę. Cóż, osobiście uważam, że to przemilczenie ma swój urok, ale z kolei to oryginalny tytuł lepiej oddaje tematykę książki. Czytaj dalej „Miki Sakamoto „W cieniu kwitnących wiśni””

Reklamy