Wolfgang Büscher „Hartland: Pieszo przez Amerykę”

hartlandNie ma to jak wyruszyć z zamiarem pieszego przejścia Stanów Zjednoczonych, po czym przejechać trzy czwarte trasy autostopem bądź autobusem, a książkę z wrażeniami i tak zatytułować „Pieszo przez Amerykę”. Brawo Woflgang.

Oszukali mnie w sklepie. Jeśli podtytuł brzmi „pieszo” to ma być pieszo, a nie inaczej. I tym razem nie przyjmuję wykrętów, że wina tłumacza, bo w oryginale jak byk stoi czarno na białym „Zu Fuss durch Amerika”. Oczywiście przekręt ten ma swoje racjonalne wytłumaczenie: Ameryka to kraj, gdzie pieszo przemieszczać się nie da. Taki wniosek (zresztą słuszny) można wysnuć z reportażu Büschera. Nie dość, że brak chodników i poboczy, to jeszcze tubylcy widząc piechura mogą wpaść w panikę, albo zareagować agresją. Tak na przykład został autor powitany już na granicy z Kanadą. Kto przy zdrowych zmysłach przekracza granicę pieszo, gdy wokół mróz i zamieć? Mało tego, kto przy zdrowych zmysłach przekracza w ogóle granicę Stanów Zjednoczonych pieszo? Niechybnie wariat, bądź zbrodniarz. Albo, mówiąc bez ogródek, debil. Może być też nielegalny  imigrant, ale Ci raczej dobijają się od południa, więc tą opcję można pominąć. Czytaj dalej „Wolfgang Büscher „Hartland: Pieszo przez Amerykę””