Nicholas Thomas „Odkrycia. Podróże kapitana Cooka”. I ogólnie o historii.

odkryciaMam coś nie tak z głową. W zasadzie to się profesjonalnie nazywa dysonansem poznawczym, ale, jako że podążam ścieżką obcesowego buractwa, wolę określić to bardziej kolokwialnie. Problem polega na tym, że z chęcią wciskałabym „Odkrycia” każdemu, osobiście uważając podróże kapitana Cooka za temat niezwykle interesujący i fascynujący. Jednak cały czas jestem świadoma niszowości tematyki. Czy mam więc prawo zachwalać sześciusetstronicowe tomiszcze wiedząc, że tak naprawdę, mimo skrupulatnego opracowania źródeł historycznych, będzie ono dla niezainteresowanych najzwyczajniej w świecie nudne? Co prawda ja dziko się cieszę z samego faktu dowiedzenia się o istnieniu instytucji kota okrętowego, czy też ze ździebko upiornej opowieści o przehandlowaniu ludzkiej głowy za „parę starych kalesonów z bielutkiego płótna”*, ale opis wieloletnich podróży Cooka nie składa się z samych takich anegdotek, a opowieść o próbach wprowadzania hodowli bydła w Polinezji zapewne nie wywoła zbiorowej histerii czytelników. Mylę się? Czytaj dalej „Nicholas Thomas „Odkrycia. Podróże kapitana Cooka”. I ogólnie o historii.”

Reklamy

Tony Horwitz „Błękitne przestrzenie. Wyprawa śladami kapitana Cooka”

blekitne przestrzenieJak większość Amerykanów, wiedziałem o kapitanie Cooku wyłącznie to, czego nauczyłem się na lekcjach geografii w piątej klasie. Nie zdając sobie z tego sprawy, przyswajałem sobie jego przygody, oglądając serial Star Trek. […] Dopiero wiele lat później zdałem sobie sprawę, do jakiego stopnia Star Trek stanowił echo prawdziwej historii. Kapitan James Cook – kapitan James Kirk. „Endeavour” – „Enterprise”. Cook, chłopak z chłopskiej rodziny z Yorkshire, zapisał w dzienniku, że dotarł „dalej niż ktokolwiek przedtem”. Kirk z farmerskiej rodziny z Iowa, pisał w dzienniku o śmiałym dążeniu „tam, gdzie się nikt dotąd nie zapuścił”. Cook zbliżał się do brzegu w szalupie, w towarzystwie przyrodnika, lekarza i żołnierzy piechoty morskiej odzianych w czerwone kurtki i wyposażonych w muszkiety. Kirk przenosił się na odległe planety z oficerem naukowym panem Spockiem, doktorem McCoyem i ubranymi w czerwone mundury machającymi fazerami członkami  załogi, stanowiącymi „mięso armatnie”. Ponadto obaj kapitanowie wyruszyli, by – przynajmniej w teorii – odkrywać i opisywać nowe ziemie, a nie by je podbijać czy nawracać.*

Tony’ego poznałam  w zeszłym roku, kiedy to przeczytałam „Podróż długą i dziwną”. I przepadłam. Na nic się zdały mój wrodzony pesymizm, defetyzm i zrzędliwość. Pojawił się i zaatakował znienacka rzadko spotykany zachwyt. Toteż, sięgając po „Błękitne przestrzenie” byłam pewna, że czeka mnie kawał porządnego reportażu, a mimo to zaskoczyła mnie jakość: nie spodziewałam się, że druga książka Tony’ego, po którą sięgnę, będzie jeszcze lepsza od „Podróży”. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe. A jednak – stało się. Może to zasługa samego tematu, może uroku „Błękitnym Przestrzeniom” dodał jowialny towarzysz podróży Tony’ego, Roger, pełniący niewątpliwie funkcję błazna, a może po prostu od zeszłego roku tak stęskniłam się za pisarstwem tego autora. Czytaj dalej „Tony Horwitz „Błękitne przestrzenie. Wyprawa śladami kapitana Cooka””