Znowu Balzac. Garść uwag po lekturze „Sakiewki”

Będzie krótko, bo po kiego czorta mam się rozpisywać na temat tekstu, którego przeczytanie tempem żółwim zajmuje najwyżej dwie godziny. Idziecie przeczytać tę „Sakiewkę”. Nie zajmie dużo czasu. Korzyść dla ludzkości co prawda żadna, ale i tak większa niż czytanie moich wypocin.

Dwie uwagi dla potomności: Czytaj dalej „Znowu Balzac. Garść uwag po lekturze „Sakiewki””

O Balzaku i „Domu pod kotem z rakietką”

Przeszło trzy lata temu, zakładając bloga, obiecałam, że będzie o Balzacu – dowód wciąż wisi czarno na białym na stronie „o mnie”. Cóż, lepiej późno niż wcale, więc czas najwyższy wywiązać się z obietnicy.

Chcę przeczytać całą „Komedię Ludzką”. Może zdążę, zanim padnę trupem. Bo lubię. To nie w ramach biczowania się książkami. Ilekroć sięgam po Balzaca, ciśnie mi się na usta taki książkowy odpowiednik frazy „za moich czasów”, czyli „tak już się nie pisze”. A szkoda. Do klasycznej, balzakowskiej prozy wracam więc co jakiś czas, w ramach wytchnienia między nowościami, z których każda następna coraz bardziej przypomina poprzednią, a ja padam ofiara permanentnego czytelniczego déjà vu. I nie odnoszę wcale wrażenia, że to świadomy postmodernistyczny zabieg, tylko zwykły brak oryginalności. Skoro wszystko już było, wolę więc czasem sięgnąć do korzeni, niż czytać rzeczy wtórne.

Czytaj dalej „O Balzaku i „Domu pod kotem z rakietką””