Wstrętna i płytka opinia o „Pekińskiej komie” Ma Jiana

Jakbym chciała podsumować bardzo krótko ostatnią lekturę, to pierwsze zdanie, jakie przychodzi na myśl brzmi: „Pekińska koma” – książka, z którą walcz

Obrazek
Większej nie było.

Jakbym chciała podsumować bardzo krótko ostatnią lekturę, to pierwsze zdanie, jakie przychodzi na myśl brzmi: „Pekińska koma” – książka, z którą walczyłam miesiąc. Niestety, wyrażenie to w żaden sposób nie oddaje czytelniczych wrażeń, a wręcz zaciemnia obraz, bo można odnieść wrażenie, że książka jest męcząca. Co niekoniecznie musi być prawdą, choć temat jest ważki (protesty na placu Tienanmen w 1989 roku) i mimo faktu, że to ciężka cegła (700 stron). Podejrzewam, że z tego powodu sięgną po nią tylko osoby mniej lub bardziej zainteresowane tematem.  Ci, którzy szukają lekkiej i zabawnej rozrywki, prawdopodobnie na nią nie trafią, a jeśli im się napatoczy jakimś cudem, odradzam lekturę.

Nie wiem, jak ująć poważną treść „Pekińskiej komy”, by nie powiało banalnością. Powiedzieć, że masakra na Tienanmen jest wciąż żywym świadectwem okropności totalitarnego ustroju, że pokazuje życie normalnych obywateli w nienormalnej sytuacji, że to bezkompromisowe potępienie nieludzkiej władzy i pochwała indywidualnego bohaterstwa? Wszystkie te etykietki upraszczają i trywializują treść dzieła bardzo złożonego, a przy tym śmiertelnie poważnego. Nawet przy bardzo złej woli mojego szyderczego ja, przez 700 stron nie znalazłam nic do obśmiania. Niebywałe. Czytaj dalej „Wstrętna i płytka opinia o „Pekińskiej komie” Ma Jiana”