Mo Yan „Kraina wódki”

kraina-wodkiSkończywszy lekturę „Krainy Wódki” po wielu perypetiach, stwierdzam obelżywie, że bardziej frapująca niż jej treść, była sama historia mojego obcowania z tym czymś. Wiem, że brzmi to niejasno, toteż już śpieszę z wyjaśnieniami.

Z „Wódką” zaczęłam zapoznawać się pewnego mroźnego lutowego dnia w 2013 roku. To znaczy, wtedy sięgnęłam po książkę i radośnie zapakowałam do torebki, by móc obcować z nią w tramwaju. Szybko zorientowałam się, że to był potworny błąd. Dzieło torebkowe ma charakteryzować się lekkością zarówno dosłowną jak i metaforyczną, gdyż wybrzuszone szyny oraz karkołomny pęd (czasem zdarza się i więcej niż 20km/h) motorniczego, wprawiający ostatni wagon w uprzykrzające lekturę turbulencje, nie sprzyjają skupianiu się na głębi treści, ani zapamiętywaniu przeczytanego tekstu. Brnęłam jednak uparcie, po parę stron dziennie, nie odczuwając przy tym specjalnie głębszych emocji poza znudzeniem. Czasem mnie też mdliło, ale przyczyną mógł być tramwaj a nie „Wódka”. Kto wie. Czytaj dalej „Mo Yan „Kraina wódki””