Diabeł tkwi w szczegółach: „Parę” słów o dodatkach historycznych

ale histDawno się nie wyżywałam na periodykach, więc czas na jakąś dłuższą, dającą upust nienawiści do prasy, tyradę. Na tapetę idą dodatki historyczne. Namnożyło się ich ostatnio jak grzybów po deszczu. Tylko po co? Myślę, że nikt by się nie dziwował mej pełnej dobrej woli naiwności, gdybym stwierdziła, że przecież i tak każdy następny może tylko powtarzać to samo: wszak historia się nie zmienia. Niestety, doskonale wiem, że to nieprawda. Skoro to czasopisma wydawane pod egidą redakcji, których znakiem rozpoznawczym są gazety pretendujące do miana opiniotwórczych, to z pewnością ich dodatkom historycznym do obiektywizmu równie daleko jak Rosji do demokracji. Każdy z nich, pod przykrywką słusznie prowadzonej (a różnie pojmowanej) polityki historycznej, tworzy swoją własną wizję legendy. Świadomość tych różnic zaowocowała narodzinami pomysłu na pewien eksperyment: sprawdzić jak te modyfikacje historii wyglądają na konkretnych przykładach. Okazji ku temu jest sporo, bo czasopisma te skupiają się na rocznicach. Skoro na roku 2012 przypadło dwusetlecie rosyjskiej kampanii Napoleona, to redakcje rzuciły się na nieszczęsnego cesarza. Czytaj dalej „Diabeł tkwi w szczegółach: „Parę” słów o dodatkach historycznych”

Reklamy