„Szkoła kotów” Kim Jin-kyung

okladka jedenCzasem jeszcze czytam bajki. Nie mam co prawda pretekstu w postaci pacholęcia, które nimi miałabym epatować, jednakże wrodzona ciekawość mi nakazuje czasem do nich zajrzeć, zwłaszcza jeśli tekst jest o kotach i jest produkcji koreańskiej. Trzeba mi było sprawdzić, czy nie niesie ten tekst jakiegoś nie spotkanego wcześniej orientalizmu. Co prawda literaturę wschodnią znam, ale nigdy do bajek nie zaglądałam.

Z pewnym żalem stwierdzam, że „Szkoła kotów” jest pokłosiem niszczycielskiej fali globalizacji. Po prawdzie jej koreańskość przejawia się tylko w nielicznych ciapkach kolorytu lokalnego typu nazwy własne, bądź imiona bohaterów lub nieliczne odnośniki do lokalnej mitologii (i tak wyjaśnionej w tekście, więc zachodni czytelnik nie musi się obawiać, że przegapi sedno). Fantastycznej fabuły, obecności magii i kotów człekopodobnych, grających na gitarze, śpiewających i chodzących na dwóch łapach nie uznaję natomiast za rzecz typowo rdzenną. Wszak gro bajek w różnych zakątkach świata traktuje o sferze nadprzyrodzonej. Czytaj dalej „„Szkoła kotów” Kim Jin-kyung”

Reklamy

Guy Delisle „Pjongjang”

okl„Komiksowy travelogue” – taki termin określający „Pjongjang” Guy Delisle’a umieszczony został na skrzydełkach wydania z roku 2013. Czyli co? Ilustrowany dziennik z podróży? Podróżnicza powieść graficzna? Cóż. Jakkolwiek by „Pjongjangu” nie próbować górnolotnie nazywać, to po prostu komiks.

Znowu się czepiam na samym wstępie, ale tym razem to nie wypływa z czystej złośliwości. Po prostu bawi mnie wybornie sama idea umieszczenia przeintelektualizowanej terminologii w komentarzu do dziełka, które przemawia do czytelnika głównie poprzez emocje. Zresztą trudno pokusić się o inną metodę opowiadania o Korei, bo racjonalne wyjaśnienie (zdecydowanie ponurego) absurdu tego kraju graniczy z niemożliwością. A forma graficzna wyjątkowo dobrze się sprawdza w tym kontekście. Obszerny komentarz jest wręcz nie na miejscu, tam gdzie jedna ilustracja wyraża więcej niż słowotok (zaznaczam, że z racji moich upodobań do słowa pisanego nie należę do osób, które rzucają takimi opiniami na prawo i lewo). Czytaj dalej „Guy Delisle „Pjongjang””

Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć”

imagesBędzie krótko. I wyjątkowo poważnie, jak na mnie. Tym razem naprawdę nie kłamię, bo nie ma sensu się rozwodzić na temat książki, którą po prostu trzeba przeczytać. Próbując w czasie lektury, zakreślać co lepsze fragmenty w celu napisania ewentualnej reklamy, zorientowałam się dość szybko, że w ten sposób zaznaczę po prostu całą książkę. A przecież nie będę przepisywać trzystu stron na potrzeby recenzji.

„Światu nie mamy czego zazdrościć” to reportaż, ale nie ten z tych nudnych wyliczeń danych statystycznych, ani nie relacja z podróży zmanierowanego dziennikarza, który postrzega wszystko przez pryzmat swoich poglądów. Podtytuł brzmi: „Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej” i właśnie o tym jest książka. Problematyka sytuacji w KRLD jest ukazana na przykładzie biografii i wspomnień kilku zwykłych osób, którym udało się uciec z północy. Mamy okazję poznać ich indywidualne historii, i choć ich pochodzenie i powody podjęcia decyzji o ucieczce były różne, wszystkie przypadki potwierdzają tezę, że życia w KRLD, życiem nie można nazwać. Czytaj dalej „Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć””