„Honor samuraja” T. Matsuoka

Ogłoszenie: poniższy tekst jest wytworem wyobraźni. Wszelkie podobieństwo do osób bądź rzeczywistych wydarzeń jest przypadkowe. Choć rzeczywistość mogła tak wyglądać.


 

Teatrzyk „Wybebeszony Tapir” przedstawia:

„Jak to się mogło stać?” czyli krótka fantazja na trzy łby o kreatywnym marketingu wydawniczym.


 

Osoby dramatu:

1. Tłumacz, dalej zwany T. Posiada: sporo dystansu do rzeczywistości (inaczej by nie przeżył) i mózg.
2. Impetyczny menedżer działu sprzedaży – M. Posiada: krawat w kaczuszki i ostatnie słowo.
3. Zahukana redaktorka, zdecydowanie nie jest to właściwy człowiek na właściwym miejscu – R. Posiada: laptopa i dostęp do bazy danych wydawnictwa.


Czytaj dalej „„Honor samuraja” T. Matsuoka”

Stendhal „Różowe i zielone” (to nie błąd, tak ma być)

Od w miarę oczytanego, obytego z klasyką człowieka, można oczekiwać znajomości Stendhala (no chociaż ze słyszenia) oraz, że hasło „Czerwone i czarne” nie będzie mu całkiem obce. Choć mój ulubieniec jest obecnie zdecydowanie mniej popularny niż kiedyś, wciąż z kanonu go nie wygryziono, a szanujący się romanista przynajmniej dzieło flagowe tego autora znać musi. Gorzej z resztą twórczości. Szczęśliwcy sięgną po „Pustelnię parmeńską”, ktoś coś skojarzy o jakimś tam Lucjanie, a ktoś w akcie wyszukanego snobizmu może przypomnieć o „Pamiętniku egotysty”. Swoją drogą, przed zajęciem się karczowaniem braków w wykształceniu, bardzo długo myślałam, że tytuł tej ostatniej pozycji brzmi „Pamiętnik egzorcysty”. Wybacz Henri, tak jakoś wyszło, bo czytać nie umiem i literki przestawiam.

Na tle tej bibliografii, „Różowe i zielone” jest stosunkowo mało znane, ba, często nawet nie figuruje na listach dzieł Stendhala. Przyczyna jest prosta: mamy do czynienia z dziełem niedokończonym, prawdę mówiąc zaledwie napoczętym, w którym fabuła (choć znana ze szkiców i planów dalszej części utworu) nawet się nie rozwinąć nie zdążyła. Mamy za to pokaźny wstęp i, co najważniejsze, dość obszerną analizę charakteru głównej bohaterki. Czytaj dalej „Stendhal „Różowe i zielone” (to nie błąd, tak ma być)”

Bo Dumas wielkim pisarzem był

„Quo Vadis” to plagiat!

Żartowałam. Zwanie tego plagiatem to spora przesada, ale przecież można sobie na ten temat dowcipkować. Kto mi zabroni? Faktem jest, że w wydanej pół wieku wcześniej przed wypocinami naszego słynnego rodaka, „Akte”, w Polsce figurującej pod tytułem „Neron” (wtf?*) i praktycznie nieznanej, znajdziemy wiele motywów znanych nam z rzeczonego dzieła.

Dekadencki Rzym?

Jest.

Chrześcijanie kitrający się w katakumbach?

Są.

Rzucanie tychże lwom na pożarcie ku uciesze gawiedzi?

Jest.

Malowniczy pożar Rzymu?

Też jest.

Dogorywający św. Paweł?

Też się znajdzie.

Śpiewający Neron?

Owszem, śpiewa (aczkolwiek nie fałszuje).

Dziewoja na arenie rzucona na pastwę byka?

Jest, tylko Ursus jakiś mniejszy i, jakby nie patrzeć, z przypadku. Czytaj dalej „Bo Dumas wielkim pisarzem był”

O Balzaku i „Domu pod kotem z rakietką”

Przeszło trzy lata temu, zakładając bloga, obiecałam, że będzie o Balzacu – dowód wciąż wisi czarno na białym na stronie „o mnie”. Cóż, lepiej późno niż wcale, więc czas najwyższy wywiązać się z obietnicy.

Chcę przeczytać całą „Komedię Ludzką”. Może zdążę, zanim padnę trupem. Bo lubię. To nie w ramach biczowania się książkami. Ilekroć sięgam po Balzaca, ciśnie mi się na usta taki książkowy odpowiednik frazy „za moich czasów”, czyli „tak już się nie pisze”. A szkoda. Do klasycznej, balzakowskiej prozy wracam więc co jakiś czas, w ramach wytchnienia między nowościami, z których każda następna coraz bardziej przypomina poprzednią, a ja padam ofiara permanentnego czytelniczego déjà vu. I nie odnoszę wcale wrażenia, że to świadomy postmodernistyczny zabieg, tylko zwykły brak oryginalności. Skoro wszystko już było, wolę więc czasem sięgnąć do korzeni, niż czytać rzeczy wtórne.

Czytaj dalej „O Balzaku i „Domu pod kotem z rakietką””

Patrick DeWitt „Bracia Sisters”

bracia-sistersZa mało cukru w cukrze i za mało Dzikiego Zachodu w westernie. Mogłoby być tu więcej kalifornijskiego kurzu, piachu, pijanych kowbojów wytaczających się z saloonów, albo chociaż jakichś sztampowych pojedynków rewolwerowców, odbywających na miejskim placu w samo południe. A tu ani tego, ani nawet żadnego Indianina na horyzoncie, nie mówiąc już o dotkliwym braku zdeprawowanego szeryfa z ironicznym uśmieszkiem charakterystycznym dla typów mających władzę i chętnie jej nadużywających .

No dobrze, przyznam szczerze, że moja wizja westernów jest bardzo wypaczona przez filmy klasy B. Na swoją obronę mogę tylko rzec, że gatunek ten traktuję i będę traktować jako niewymagającą intelektualnego wysiłku rozrywkę i takie też są moje oczekiwania wobec westernów, zarówno w formie filmowej, jak i książkowej. Czytaj dalej „Patrick DeWitt „Bracia Sisters””

Lisa See „Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz”

kwiat-sniegu-i-sekretny-wachlarzMówi się, że mężczyźni mają żelazne serca, natomiast serca kobiet zrobione są z wody. Bardzo dobrze widać to na przykładzie pisma mężczyzn i kobiet. Męskie pismo składa się z ponad pięćdziesięciu tysięcy znaków – każdy z nich jest inny, każdy pełen głębokich znaczeń i niuansów. Nu shu ma mniej więcej sześćset znaków, którymi posługujemy się fonetycznie, jak dzieci, budując z nich koło dziesięciu tysięcy słów. Poznanie i zrozumienie pisma mężczyzn zajmuje całe życie, natomiast my uczymy się swojego jako dziewczynki i nadajemy wyrazom znaczenie w zależności od kontekstu. Mężczyźni piszą o zewnętrznym świecie literatury, rachunków i zbiorów, a kobiety o wewnętrznym świecie dzieci, codziennych zajęć i uczuć. Mężczyźni z domu Lu chlubili się płynną znajomością nu shu, jaką wykazywały się ich kobiety, a także ich biegłością w haftowaniu, chociaż te zdolności były akurat tak ważne dla przetrwania rodu jak pierdnięcie świni.*

O Lisie See już pisałam, aczkolwiek nie pamiętam czy zrzędziłam. Mam jakieś mętne przebłyski pamięci podpowiadające, że książka poprzednio czytana była dobra. I nic więcej. To zapewne znaczy też, że niespecjalnie bardzo się wtedy piekliłam, bo tego akurat bym nie zapomniała. Owszem, zrzędzenie i ciskanie obelgami to moja specjalność, ale staram się opierać moje utyskiwania na konkretnych zarzutach i to dobrze przemyślanych. Toteż fragmenty, które mnie zirytowały, zniesmaczyły bądź odrzuciły, głęboko zapadają w pamięć. Inaczej zaś jest z książką jedynie (i aż) dobrą w kategorii czysto rozrywkowej beletrystyki.

Czytaj dalej „Lisa See „Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz””

„Wojna Opiumowa” & „Księżycowy Kamień” José Frèches

okladka-200Oto namacalny dowód (książkę można sobie przecież pomacać, nawet powąchać, albo dopuścić się innych czynów lubieżnych) na to, że od ekspertyzy w danej dziedzinie (tu sinologia) do literatury daleka, wyboista droga. A czasem takiej drogi wcale nie ma. Wtedy lepiej, żeby taki ekspert został sobie na przykład kustoszem w muzeum orientalnym, a nie wtryniał się na siłę w literaturę, bo z tego może zrodzić się potwór. A monstrualność jego objawi się pod postacią awanturniczej fabuły kpiącej sobie z zasad prawdopodobieństwa, mnogości bohaterów, których poglądy religijne – w przypadku „Imperium Łez” związane nierozłącznie z seksem (wrócimy do tego) – ewoluują szybciej niż pokemony, a wszystko to okraszone stylem popadającym miejscami w kicz. Czytaj dalej „„Wojna Opiumowa” & „Księżycowy Kamień” José Frèches”

Dlaczego nic nie napiszę o „Cmentarzu w Pradze”

– Rzymianie?okladka – Nie czytał pan Wergiliusza? Pochodzili od Trojańczyka, a zatem od wschodniego Azjaty. Ta migracja semicka zniszczyła ducha pierwotnych mieszkańców Italii. Proszę tylko pomyśleć o losie Celtów: po romanizacji stali się Francuzami, więc należą do rasy łacińskiej. Jedynie Germanie zdołali zachować nieskazitelną czystość i zgnieść potęgę Rzymu. O wyższości rasy aryjskiej i niższości rasy żydowskiej, a w konsekwencji także łacińskiej, świadczy wreszcie doskonałość osiągnięta w różnych dziedzinach sztuki. Ani Włochy, ani Francja nie wydały Bacha, Mozarta, Beethovena, Wagnera.*

Czytaj dalej „Dlaczego nic nie napiszę o „Cmentarzu w Pradze””

Robert Harris „Oficer i szpieg”

okladIm więcej czytam literatury współczesnej, tym bardziej jestem zmęczona przeróżnymi udziwnieniami formy. Na szczęście, w przypadku Harrisa o żadnym nowatorstwie nie może być mowy: „Oficer i szpieg” to przykład klasycznej powieści historycznej, gdzie fakty przeplatają się z autorską koloryzacją.  Sam temat (tzn. Afera Dreyfusa) jest wystarczająco ciekawy, by książkę pochłaniało się niczym przedni kryminał i aż trudno uwierzyć, że to historia sama napisała scenariusz.

Tak jednak było. Sprawa, która swojego czasu podzieliła Francję na dwa obozy, miała faktycznie miejsce i dla osób znających historię nie jest zapewne obca. Harris czerpie garściami z opublikowanej w sieci dokumentacji (błogosławieństwo Internetu…), tylko nieznacznie koloryzując wyczyny Picquarta, głównego bohatera i zarazem narratora powieści, który to może się początkowo wydawać straceńczym obrońcą sprawiedliwości (dąży do celu za wszelką cenę, także z narażeniem życia, honoru swojego i kochanki, tylko dlatego, że tak należy). Czytaj dalej „Robert Harris „Oficer i szpieg””

Andrew Uffindell „Wielcy generałowie Wojen Napoleońskich i ich bitwy 1805-1815”

wielcy-generalowie-wojen-napoleonskich-i-ich-bitwy-1805-1815-b-iext7941863Istnieje pewna i niezbyt zaskakująca zależność między narodowością autora a oceną Napoleona. Anglicy mają tendencję do umniejszania jego zasług, Francuzi natomiast przymykają oko na jawnie kretyńskie potknięcia. A. Uffindell bynajmniej nie stanowi tu wyjątku: w parze z odbieraniem lauru Cesarzowi Francuzów (to nie on wygrywał, to przede wszystkim zasługa jego armii – tako rzecze autor) idzie nobilitacja postaci Wellingtona, na co niekoniecznie sobie zasłużył własną pracą (odrobina szczęścia plus właściwe pochodzenie zrobiły swoje).

Jednakże przymykając oko na rozdział o Napoleonie, któremu dostało mu się za wsze czasy, warto zauważyć, że to właśnie dzięki umniejszeniu roli tegoż na pierwszy plan wysuwają się mniej znane postacie Wojen Napoleońskich i (w większości) nie są to cytowani wszędzie marszałkowie jak Murat i Ney. Czytaj dalej „Andrew Uffindell „Wielcy generałowie Wojen Napoleońskich i ich bitwy 1805-1815””