Hugh Thomson „Biała skała. W głąb krainy Inków”

okladkaNasz jadłospis zresztą już wszystkim dał się we znaki. Gary miał takie gazy, że chyba słychać go było na drugim końcu doliny. Prowadziliśmy następujące dialogi:
– Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać – mówił on.
– Nie przejmuj się, Gary – odpowiadałem. – Gdybyś się nie odezwał, pomyślelibyśmy, że to któryś z mułów.[1]

Miałam zamiar zostawić fragment o gazach Gary’ego na koniec wpisu, ale po namyśle stwierdziłam, że jest na tyle symptomatyczny, że pasuje doskonale na otwarcie tekstu, głównie dlatego iż stanowi on dowód na to, że autor, mimo ogromnej wiedzy i odbyciu wyczerpujących podróży, nie puszy się na nie wiadomo jak wielkiego podróżnika. Mówi otwarcie, jak wyglądała wędrówka, nie oszczędzając nam nawet iście skatologicznego poczucia humoru (a przecież mógł: gazy Gary’ego nie mają znaczenia merytorycznego). Czytaj dalej „Hugh Thomson „Biała skała. W głąb krainy Inków””

Reklamy