Z twórczości w Polsce niewydanej: notatka o „Stranger in the Forest” E. Hansena

imagesW szeroko pojętej literaturze podróżniczej w polskim (i nie tylko) wydaniu zawsze było coś, co strasznie działało mi na nerwy, ale do tej pory nie byłam w stanie wskazać konkretnej przyczyny. Stąd eksperyment z książką amerykańskiego autora E. Hansena pod tytułem „Stranger in the Forest”.  Roboczo ochrzczę to dzieło „Obcy w lesie”.

Alleluja, już wiem co mnie drażniło we wcześniej czytanych relacjach: brak pokory i (najczęściej mylne) przeświadczenie, że to, co się w zwiedzanym kraju widziało, jest wiedzą kompletną. A to wszystko skutkuje irytującym wciskaniem czytelnikowi fragmentarycznego obrazu jako całości. A tu dla kontrastu pojawia się taki Hansen, zdreptał wzdłuż i wszerz dżungle Borneo, by pod koniec wielomiesięcznej podróży skonstatować, że nic nie niesie większego zagrożenia niż mylne poczucie bezpieczeństwa wynikające z zaufania do swojej wiedzy i doświadczeń.  Nie tylko na końcu książki, Hansen daje upust swojej pokorze, bo przez całą książkę, co i rusz samemu sobie wymyśla od idiotów, tylko dlatego, że śmiał wierzyć, że książkowa wiedza zdobyta w bibliotece może go wystarczająco przygotować na podróż. A tu klops: miała być droga, a nie ma, bo zarosła pięć lat temu. Miała być wioska, a nie ma, bo się przeniosła. Może i jest coś z sadyzmu, w moim napawaniu się kajaniem autora, ale podziwiam tak naturalną samokrytykę, o wiele bardziej niż wywody europocentrycznych pyszałków, którzy rozdźwięk między swoja wiedzą a stanem faktycznym zwiedzanych terenów, zrzucają na karb niszczycielskiej cywilizacji. Czytaj dalej „Z twórczości w Polsce niewydanej: notatka o „Stranger in the Forest” E. Hansena”

Reklamy

„Indonezjo, ojczyzno moja…”* czyli o Antologii literatury malajskiej

Osoby dramatu:

Ja we własnej osobie, uradowana świeżym nabytkiem, występująca dalej jako „Siaczex”
Mój współlokator, który właśnie wrócił wyczerpany z pracy, nazwijmy go „K.”

Wieczór. Godzina 19:00. Do mieszkania wchodzi K.. Podczas gdy ten rozdziewa się, energicznie podbiega do niego Siaczex, dzierżąc niewielkiego formatu, acz grubą książkę.

SIACZEX (radośnie)
Patrz co sobie kupiłam!

K. niepewnie sięgając po wciskaną mu cegiełkę.
Antologia literatury malajskiej?! To oni mają literaturę?! Czytaj dalej „„Indonezjo, ojczyzno moja…”* czyli o Antologii literatury malajskiej”