Znowu atak eko-oszołomów?! „Carskie źródło” Kir Bułyczow

Jakoś tak się złożyło, że w swoich wrednych i niesprawiedliwych uprzedzeniach zakładam, że cuda, wianki, dzikie węże w literaturze niewiele wnoszą w moje życie. A pod takim szyldem, zaszufladkowałam sobie prywatnie całą fantastykę i science-fiction. Bynajmniej nie twierdzę, że te gatunki nie mają w sobie pewnego magnetyzmu, przyciągającego zwłaszcza czytelnika spragnionego eskapizmu. Stąd też jeśli już tknę się czegoś podpadającego pod kategorię fantastyki, to zazwyczaj są to dobre fabularnie czytadła. Mają tę niedającą się ukryć zaletę, że zazwyczaj nie nudzą. A i stylizacja językowa bywa urocza i, nie wiem dlaczego, myślę tu o wszędobylskim „chędożeniu”  Sapkowskiego.  W związku z powyższym, nie dorabiając do tego żadnej ideologii, czasem losowo sięgam po tego rodzaju rozrywkę. Co bądź się nada, nie ma co kaprysić. Co się nawinie, to przeczytam.

Tako i spotkanie z „Carskim źródłem” Kira Bułyczowa to przypadkowy owoc mojego okresowego marudzenia pod tytułem „E, niech mi ktoś przyniesie coś do czytania (bo przecież książki zalegające na półce nie uciekną)”. Pewna dobra dusza ulitowała się nad moją potrzebą lub też miała po prostu dość słuchania mojego jęczenia. W każdym razie towar dostarczono. Po oględnym zmacaniu i obwąchaniu pozycji, rzuciłam okiem na tył okładki. Z krótkiej reklamy wyfiltrowawszy parę wyrazów, zachowałam się jak na byt nieobeznany w dziedzinie przystało: Czytaj dalej „Znowu atak eko-oszołomów?! „Carskie źródło” Kir Bułyczow”