„Zmiany społeczne w Japonii w XIX i XX wieku” pod redakcją Elżbiety Kostkowskiej-Watanabe

okladaTrochę czasu mi zajęło zabranie się za lekturę, ale w  końcu, choć z duszą na ramieniu, targnęłam się na stricte naukową cegiełkę pt. „Zmiany społeczne w Japonii w XIX i XX wieku”. Obawy me miały wiele przyczyn. W końcu książka naukowa zazwyczaj jest bardziej męcząca niż fabularyzowane fiubździu, które zazwyczaj czytam. Jednakże, czasem warto sięgnąć po jakąś bardziej zaawansowaną wiedzę, zwłaszcza wtedy, gdy temat, w tym przypadku Japonia, już jest nam na tyle bliski, że kolejne książki popularnonaukowe nie wnoszą nic nowego, powtarzając wciąż w kółko te same powierzchowne informacje. Dla takich czytelników „Zmiany…”, choć oczywiście wymagają skupienia, wcale nie będą aż takim skokiem na głęboką wodę, jak mogłoby się wydawać.

Od paru lat mam porządny uraz do naukowego języka stosowanego zwłaszcza w humanistyce. Tytuły zajmujące dwie linijki na okładce zawsze mnie przerażały. Ciężko mi było pozbyć się wrażenia, że długaśne frazy  są jedynie mądrze (albo i nie) brzmiącym sianem, mającym ukryć banalność tematu. I tak przykładowy twór  „Statystyczna analiza lingwistyczna wyrazów dźwiękonaśladowczych w początkowych latach rozwoju istoty humanoidalnej” mógłby po ludzku brzmieć „Rzecz o gaworzeniu”, albo krócej jeszcze „Gaworzenie”. Czytaj dalej „„Zmiany społeczne w Japonii w XIX i XX wieku” pod redakcją Elżbiety Kostkowskiej-Watanabe”

Reklamy

Miki Sakamoto „W cieniu kwitnących wiśni”

To takie książki jednak wciąż się pisze?! Pisząc „takie”, mam na myśli chronologiczne relacje życia osoby X na tle dziejów. Bez udziwnień, seksu i przemocy? Nawet bez perypetii, wskazujących na to, że ta jedna osoba miała wyjątkowego pecha i dotknęły jej wszelkie możliwe plagi? Co za zaskoczenie. I to miłe, bo dopiero jak się na taki przypadek trafi, to sobie człowiek uświadamia, jak bardzo można być umęczonym wszystkimi eksperymentami fabularno-stylistycznymi i dialogami godnymi „wujka Staszka mistrza ciętej riposty”, gdzie błyskotliwe wypowiedzi padają jedna za drugą, by jeszcze bardziej szczątkowy realizm pognębić.

Sakamoto w tytule „W cieniu kwitnących wiśni” nawiązuje do przemijalności. Bowiem rzeczone kwiaty słyną z tego, że ich kwitnienie, choć piękne, trwa bardzo krótko. Przy czym w tym przypadku nie chodzi może o uwypuklenie śmiertelności, choć i ten motyw się w treści przewija, a bardziej o szybkość upływu czasu i zmienność losu. Do tego, o tyle o ile moja kulawa niemiecczyzna pozwala mi zrozumieć tytuł oryginalny („Die Kirschblütenreise oder wie meine Groβmutter Nao den Wandel der Zeit erlebnte”) jego druga część znaczy tyle co „o tym jak moja babka Nao przeżyła zmienne koleje losu”, czyli tłumacz z sobie tylko znanych powodów oszczędził polskiemu czytelnikowi wyłożenia kawy na ławę. Cóż, osobiście uważam, że to przemilczenie ma swój urok, ale z kolei to oryginalny tytuł lepiej oddaje tematykę książki. Czytaj dalej „Miki Sakamoto „W cieniu kwitnących wiśni””