literatura iberoamerykańska

Carlos Fuentes „Adam w Edenie”

Natknęłam się przypadkiem na jeden z bardziej poetyckich opisów gazów w literaturze:adam

[Natenczas*] Priscilla, jak zawsze nie na miejscu, wykorzystała moment krępującej ciszy przy stole, zwanej w Meksyku przemknięciem anioła, by wystąpić z głośną fanfarą.
Przez fanfarę rozumiem tu trzyfazowe uwolnienie gazów. Albowiem moja małżonka najpierw zapierdziała krótko a donośnie, jakby chciała zwrócić na siebie uwagę, następnie wydała odgłos kojarzący się z serią wypuszczanych pod wodą bąbelków, a swój popis zwieńczyła podstępnym – cichym, lecz zabójczym – finiszem, który dotarł do wszystkich nosów i odebrał biesiadnikom apetyt na podaną właśnie rybę: zapachy Priscilli bez trudu przebiły się przez woń kaparów, cebuli i pomidorów.**

Czytaj dalej „Carlos Fuentes „Adam w Edenie””

Reklamy
literatura iberoamerykańska

Laura Esquivel „Malinche. Malarka słów”

okldakaZacznę dziś prosto z mostu: wszystkie źródła historyczne są zgodne co do tego, że Cortés drogą negocjacji początkowo przekonał Montezumę do poddania się bez walki. Tyle razy się o tym naczytałam, ale ani razu nie zadałam sobie pytania jak oni się ze sobą porozumiewali. Na migi?

Banalne i wręcz narzucające się pytanie. Aczkolwiek, mimo że sprawa nie jest oczywista, część opracowań temat pomija. Być może dlatego też nigdy się nad problemem nie zastanawiałam. Cortés należał do tak zwanej pierwszej fali konkwistadorów, którzy coś sobą reprezentowali. Później było już tylko gorzej. Dajmy na to taki Pizarro, był niepiśmiennym pastuchem, właściwie świniopasem. A jego bracia to skończona hołota. Pewnie w dzisiejszych czasach zostaliby wszyscy dresiwami patrolującymi miasto z maczetami w grabach. Czytaj dalej „Laura Esquivel „Malinche. Malarka słów””

literatura iberoamerykańska

Havanis havanitatum et omnia havanitas.*

Ona śpiewała Bolera Guillermo Cabrery Infante składa się z dwóch niezależnych opowiadań: tytułowego, które pierwotnie miało być finałowym rozdziałem powieści Tres tristes tigres, oraz opowiadania Amazonka, ostatecznie porzuconego rozdziału powieści Hawana dla zmarłego infanta. Po wielu latach od opublikowania wyżej wymienionych utworów pisarz zdecydował podzielić się z czytelnikiem odpadkami. Zaznaczam jednak, że wcześniej zostały one wykluczone z powodów kompozycyjnych, bynajmniej nie dlatego, że nie dostawały do reszty utworu. Z tego wynika, że nazywając je „odpadkami” dopuściłam się sporego nadużycia. W istocie wydanie ich osobno wręcz uwydatnia błyskotliwość, która nie rzucałaby się tak w oczy, gdyby opowiadania te były tylko częścią powieści.

Co łączy oba utwory? Z pewnością główny temat: bohaterowie, którzy w większości są częścią specyficznego środowiska artystycznego, samozwańczej hawańskiej cyganerii. A poza tym, a być może przede wszystkim, zawarte w obu utworach postmodernistyczne poczucie humoru wymagające od czytelnika niemałej erudycji. To znaczy, może nie wymagające, bo książka prądem nie kopnie nieobytego czytelnika, ale nie będzie on w stanie zrozumieć aluzji do literatury, kultury, sztuki czy sparafrazowanych łacińskich sentencji. A co za tym idzie, prawdopodobnie nie będzie miał uciechy z lektury.

Fabuła „Amazonki” sprawia wrażenie nieskomplikowanej. Ot, dość zblazowany okaz gatunku hawańskiego macho, nie zważając na swoją ciężarną żonę, o której z resztą rzadko sobie przypomina, angażuje się w romans z kobietą, która przed laty wpadła mu w oko. Romans, z gatunku tych czysto fizycznych, bo Margarita, tytułowa bohaterka, absolutnie nie może stanowić dla oczytanego krytyka filmowego partnerki intelektualnej. Bohater-narrator wielokrotnie zachowuje błyskotliwe uwagi dla siebie, dzieli się nimi tylko z czytelnikiem, przedstawiając jaką ripostę wymyślił, a potem czy to w obawie przed niezrozumieniem czy brakiem poczucia humoru, podaje Margaricie wersję uproszczoną. Tak jest przykładowo w takcie poniższej kłótni o „sposoby spędzania wolnego czasu” kochanki z innymi mężczyznami: Czytaj dalej „Havanis havanitatum et omnia havanitas.*”

literatura iberoamerykańska

Odczepcie się od Fonsita!

„Fosito i księżyc” Maria Vargasa Llosy to opowiastka o chłopcu, który próbuje spełnić wygórowane oczekiwania koleżanki, w której się zakochał. Wygórowane, ale i ma dziewoja do tego prawo, skoro się chełpi mianem najładniejszej w klasie. Odważny Fonsito, targany chęcią zdobycia względów koleżanki, obmyśla fortel by spełnić nierealne życzenie lubej. Tyle o treści, bo wstyd pisać dłuższe streszczenie niż utwór.

Urocza miniaturka.

Nie nazwałabym tego bajką dla dzieci choć ponoć opowieść ta była pisana z myślą o nich. Ale dziecięciem będąc umarłabym z nudów czytając tą opowiastkę. Choć może bym jednak nie zdążyła, zważywszy na jej długość. Filozoficznym dziełem to też nie jest. Może więc żart autora? Wszak Fonsito to znany z wcześniejszych powieści noblisty bohater „Pochwały macochy” i „Zeszytów don Rigoberta”, w których niewinnością nie grzeszy. I w tym tkwi chyba szkopuł: jak coś jest nieklasyfikowalne to od razu trzeba opluć, bo recenzje czytelników „Fonsita” są często nieprzychylne. Aczkolwiek Czytaj dalej „Odczepcie się od Fonsita!”