Narnia. Cała. A co sobie będę żałować.

Teatrzyk „Wybebeszony Tapir” powraca, z krótkim występem o ontologii bytu w opowieściach z Narnii:

Mało Spostrzegawcza Czytelniczka (MSC): Eeeeej!!! To jest jakaś apologia chrześcijaństwa!
Hieronim Truchło: No. Nie wiedziałaś?
MSD: Nie. Zorientowałam się dopiero pod koniec trzeciej części.
HT: (rechocze głośno)
Kurtyna.

Naprawdę nie wiedziałam. Bajkę oglądałam cielęciem będąc, więc na pamięci polegać nie mogłam, a za nowsze filmy nigdy się nie zabrałam. Zorientowałam się dopiero przy poniżej cytowanym fragmencie i to głównie z powodu charakterystycznego sposobu zwracania się do lwa per „panie”:

– Czy ty… czy ty tam jesteś również, panie? – zapytał Edmund.
– Jestem – rzekł Aslan. – Ale tam noszę inne imię. Musicie mnie rozpoznać pod tym imieniem. Właśnie dlatego zaprowadzono was do Narnii. Przez to, że poznaliście mnie trochę tutaj, będziecie mogli poznać mnie lepiej tam.*

Czytaj dalej „Narnia. Cała. A co sobie będę żałować.”

Reklamy

Tu miał być tekst o „Żelaznej radzie” Ch. Mieville’a

Zgubiłam recenzję. Nieczęsto zdarza się zgubić dokumenty w formacie cyfrowym, ale jednak, jak się właśnie dowiedziałam, jest to możliwe. By tego dokonać należy spełnić parę warunków. Trzeba mieć sklerozę i używać paru komputerów jednocześnie. Do tego dodajmy specyficzny rodzaj pedantyzmu, objawiający się wyrzucaniem zapasowych kopi dokumentów z „chmury” żeby się nie zapchała i była lekka i puszysta jak obłoczek z reklam ptasiego mleczka.

Tym sposobem mój zrodzony w bólach, ponad dwustronicowy tekst poszedł się paść.

Ale to dobrze się składa dla Chiny. Moje wypociny obejmowały bowiem obwarowany cytatami i trudnymi do zbicia argumentami dowodzącymi, że marne, wręcz wołające o pomstę do nieba, zakończenie pogrążyło świetną koncepcję. Rozwiązanie akcji jest tak rozczarowujące, że jego negatywnego efektu nie przyćmią ani odwołania do mitologii litewskiej, ani zróżnicowanie rasowe mieszkańców fantastycznego świata, ani rozpolitykowanie i karykaturalna wariacja na temat rewolucji proletariackiej, ani taumaturgia, ani ludzie-kaktusy. Czytaj dalej „Tu miał być tekst o „Żelaznej radzie” Ch. Mieville’a”

„W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel

w komnatach wolf hallNie widzę większego sensu, ani wartości dodanej w zachwalaniu książki, nad którą wszyscy wokół, włącznie z jury nagród literackich, się rozpływają (rozpływali, bo jak zwykle, czytam z opóźnieniem paroletnim). Co pozytywnego miało zostać powiedziane na ten temat, już padło.

Jedyne co mogę dla tej książki zrobić, a co nie byłoby wtórne, to podzielić się moim osobistym spojrzeniem miłośniczki powieści historycznych każdej maści. Choć i taki punkt widzenia nie będzie niczym nowym, bo pod tym kątem pochyliło się nad H. Mantel już jury nagrody Waltera Scotta, mniej znanej co prawda niż prestiżowa nagroda Bookera, którą wydania „W komnatach Wolf Hall” epatują z okładki, ale dla mnie, osobiście, ważniejszej. To finaliści nagrody Waltera Scotta są bowiem główną przyczyną corocznego wydłużania się mojej listy „do przeczytania”, podczas gdy laureaci Bookera zazwyczaj, jak dobrze pójdzie, lądują na liście „do przeczytania, kiedyś, może, jak wcześniej nie sczeznę”. Czytaj dalej „„W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel”

Terry Pratchett, Stephen Baxter „Długa ziemia”

383198-dluga-ziemiaDaję ludzkości klucz do nieskończonych światów. Koniec z niedostatkiem oraz, miejmy nadzieję, z wojną. Może znajdą nowy sens życia. Badanie tych wszystkich światów zostawiam twojemu pokoleniu, moja droga, choć prywatnie uważam, że spieprzycie to dramatycznie.*

Cóż za uroczy optymizm. Wręcz nie sposób się oprzeć. Wygląda jednak na to, że miłośnicy Pratchetta stawiają jednak opór i to czynny. „Długa ziemia”  spotkała się z licznymi dąsami miłośników „Świata dysku”: że za długie opisy (choć dla mnie było ich za mało i zbyt krótkie), że nudne (nie zasnęłam przecież), że za mało właściwego Terry’emu błyskotliwego humoru (nie wiem, nie znam się), że nie wiadomo dokąd ta intryga zmierza (a po grzyba czytać książkę rozrywkową z przewidywalną fabułą?) Zawiedzeni fani Terry’ego, znaleźli oczywiście kozła ofiarnego w osobie Baxtera. Co złego, to na pewno on! Czytaj dalej „Terry Pratchett, Stephen Baxter „Długa ziemia””

Gavin Extence „Wszechświat kontra Alex Woods”

98037-wszechswiat-kontra-alex-woods-gavin-extence-1Po konsultacji z homeopatą do mojego leczenia zostały włączone cuprum metallicum i belladonna, czyli miedź i pokrzyk wilcza jagoda. Zacząłem od rozcieńczenia 12X, co oznaczało, że ilość składnika aktywnego wynosiła jeden do tryliona. Później, ze względu na brak zauważalnych efektów, dawkę zwiększono do 24X, jeden do tryliona trylionów. W końcu przeszedłem na tabletkę z pokrzyku wilczej jagody 100X o jeszcze silniejszym działaniu. Była to dawka rozcieńczona tak mocno, że jej istnienie oznaczało dla czterystu lat rozwoju medycyny tyle, co obscenicznie wyciągnięty środkowy palec.*

Czytaj dalej „Gavin Extence „Wszechświat kontra Alex Woods””

Robert Harris „Oficer i szpieg”

okladIm więcej czytam literatury współczesnej, tym bardziej jestem zmęczona przeróżnymi udziwnieniami formy. Na szczęście, w przypadku Harrisa o żadnym nowatorstwie nie może być mowy: „Oficer i szpieg” to przykład klasycznej powieści historycznej, gdzie fakty przeplatają się z autorską koloryzacją.  Sam temat (tzn. Afera Dreyfusa) jest wystarczająco ciekawy, by książkę pochłaniało się niczym przedni kryminał i aż trudno uwierzyć, że to historia sama napisała scenariusz.

Tak jednak było. Sprawa, która swojego czasu podzieliła Francję na dwa obozy, miała faktycznie miejsce i dla osób znających historię nie jest zapewne obca. Harris czerpie garściami z opublikowanej w sieci dokumentacji (błogosławieństwo Internetu…), tylko nieznacznie koloryzując wyczyny Picquarta, głównego bohatera i zarazem narratora powieści, który to może się początkowo wydawać straceńczym obrońcą sprawiedliwości (dąży do celu za wszelką cenę, także z narażeniem życia, honoru swojego i kochanki, tylko dlatego, że tak należy). Czytaj dalej „Robert Harris „Oficer i szpieg””

Andrew Uffindell „Wielcy generałowie Wojen Napoleońskich i ich bitwy 1805-1815”

wielcy-generalowie-wojen-napoleonskich-i-ich-bitwy-1805-1815-b-iext7941863Istnieje pewna i niezbyt zaskakująca zależność między narodowością autora a oceną Napoleona. Anglicy mają tendencję do umniejszania jego zasług, Francuzi natomiast przymykają oko na jawnie kretyńskie potknięcia. A. Uffindell bynajmniej nie stanowi tu wyjątku: w parze z odbieraniem lauru Cesarzowi Francuzów (to nie on wygrywał, to przede wszystkim zasługa jego armii – tako rzecze autor) idzie nobilitacja postaci Wellingtona, na co niekoniecznie sobie zasłużył własną pracą (odrobina szczęścia plus właściwe pochodzenie zrobiły swoje).

Jednakże przymykając oko na rozdział o Napoleonie, któremu dostało mu się za wsze czasy, warto zauważyć, że to właśnie dzięki umniejszeniu roli tegoż na pierwszy plan wysuwają się mniej znane postacie Wojen Napoleońskich i (w większości) nie są to cytowani wszędzie marszałkowie jak Murat i Ney. Czytaj dalej „Andrew Uffindell „Wielcy generałowie Wojen Napoleońskich i ich bitwy 1805-1815””

China Mieville „Miasto i miasto”

Nawet średnio lotny czytelnik spostrzeże od razu, że „Miasto i miasto” to powieść, którejokladkamocną stroną a zarazem jedynym raison d’être jest koncept. Już sam tytuł mówi sam za siebie: połączone koniunkcją dwa te same rzeczowniki. Skonsternowana ofiara jeszcze przed lekturą treści zapewne zada sobie pytanie: ale jak to „to i to samo”? Żeby chociaż to było swojskie miasto A i miasto B, jak w zadaniach o turystach i pociągach przerażających pryszczatych nastolatków.

Oczywiście treść sprowadzi na nas uspokajające oświecenie: dwa miasta, Ul Qoma i Beszel nie podlegają jednoznacznej kategoryzacji: nie są to ani byty równoległe, ani odrębne. To bodajże pierwszy przykład kreacji dwóch lokacji, które są czymś pomiędzy koncepcją równoległych czasoprzestrzeni a światem jednorodnym: mieszkańcy jednego miasta mogą Czytaj dalej „China Mieville „Miasto i miasto””

„Wołanie Kukułki” R. Galbraith

Do tej pory próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, która ilość sprzedanych egzemplarzy takwolanie-kukulki- naprawdę oddaje wartość tej książki. Czy 1500 opchnięte w trzy miesiące, zanim ujawniono tożsamość rzekomo początkującego pisarza, Galbraitha, czy te „zawrotne” 18000 sprzedanych tomiszczy w tydzień po ujawnieniu szokującej prawdy o męskim wcieleniu Rowling?

Można rzec: magia nazwiska, zaufanie do marki i (jednocześnie tłumacząc względnie małą popularność Galbraitha) niechęć do kupowania kota w worku. Wybaczcie, że tak cisnę wam w twarz komunałem, ale każdy pisarz był kiedyś debiutantem, a twory takich ludzi mają to do siebie, że często muszą odczekać zanim zostaną zauważone i docenione, a potem, dzięki promocji garstki zachwyconych czytelników i recenzentów, popularność nabiera impetu. Czasem to trwa wręcz dekady, a wtedy może taki pisarz się puszyć, że wyprzedził swoją epokę (podczas gdy pewnie miał bęcwał słaby PR). Czytaj dalej „„Wołanie Kukułki” R. Galbraith”

Norman Davies „Zaginione królestwa”

352x500Eufemistycznie mówiąc, nie przepadałam za Normanem. Po pierwsze przez jego propolskość, przez którą wykazywał skłonność do nadawania większego znaczenia wydarzeniom we wschodniej Europie, niż zasługują na to ze względu na ich faktyczną wagę. Najbardziej widać to w „Europie”, która jest lekturą strawną, dopóki nie pojawiają się Polanie, a Norman rozpisuje się o graffiti na ścianach murów odkopanych w Pompejach. Gdy wkraczają na sceną plemiona tworzące wschodnią Europę treść stacza się po równi pochyłej. Drugą rzeczą, której co prawda autor nie jest bezpośrednio winny, jest moda na niego panująca w naszym kraiku. Byłoby dobrze, gdyby można było z czystym sumieniem powiedzieć, że ten niemalże owczy pęd wynika z wyjątkowych zalet merytorycznych historyka, jednak prawda jest przykra. Jedynym uzasadnieniem jest oczywiście wspomniana wyżej propolskość, która karmi ego i nacjonalistyczne zapędy sporej części społeczeństwa polskiego. Bo anglosaski historyk specjalizuje się w naszych dziejach, to znaczy, że jesteśmy ważni. Tak? Bo napisał też całe tomiszcze (którego zapewne kijem nie tknę) o Powstaniu Warszawskim i broni jego bohaterskiej legendy? Czytaj dalej „Norman Davies „Zaginione królestwa””