Narnia. Cała. A co sobie będę żałować.

Teatrzyk „Wybebeszony Tapir” powraca, z krótkim występem o ontologii bytu w opowieściach z Narnii:

Mało Spostrzegawcza Czytelniczka (MSC): Eeeeej!!! To jest jakaś apologia chrześcijaństwa!
Hieronim Truchło: No. Nie wiedziałaś?
MSD: Nie. Zorientowałam się dopiero pod koniec trzeciej części.
HT: (rechocze głośno)
Kurtyna.

Naprawdę nie wiedziałam. Bajkę oglądałam cielęciem będąc, więc na pamięci polegać nie mogłam, a za nowsze filmy nigdy się nie zabrałam. Zorientowałam się dopiero przy poniżej cytowanym fragmencie i to głównie z powodu charakterystycznego sposobu zwracania się do lwa per „panie”:

– Czy ty… czy ty tam jesteś również, panie? – zapytał Edmund.
– Jestem – rzekł Aslan. – Ale tam noszę inne imię. Musicie mnie rozpoznać pod tym imieniem. Właśnie dlatego zaprowadzono was do Narnii. Przez to, że poznaliście mnie trochę tutaj, będziecie mogli poznać mnie lepiej tam.*

Choć od początku tekstu wszystko na narnijskiej ziemi i niebie wskazywało na chrześcijańskie narniaprzesłanie tych opowieści, to dopiero w połowie lektury, gdy uczepiłam się jak brzytwy interpretacji przez pryzmat religii, tekst zaczął układać się w logiczną całość. Zarówno natrętna dychotomia świata przedstawionego, jak i niezawodna, momentami naiwna sprawiedliwość losu (czy też Aslana, bo przecież sam ją często wymierza i to boleśnie), a tym bardziej idea ofiary i odkupienia za cudze przewiny, zaczęły mieć sens. W momencie gdy to oświecenie nastąpiło, z pozoru dziwaczna fabuła (pozbawione religijnej interpretacji iście wywrotowa działalność i tajemnicza motywacja poczynań Aslana w pierwszej części są najzwyczajniej w świecie niezrozumiałe) zaczęła jawić się jako twór całkiem spójny.
Nie wiem jakim cudem tak długo tkwiłam w niezrozumieniu, ale po namyśle obarczam za to winą zbiór czterech przyczyn.

Po pierwsze, nie przygotowałam się. Nigdy tego nie robię. Jaki jest sens czytania recenzji i interpretacji, tuż przed lekturą? Tylko sobie ograniczę i zdeterminuję z góry moje własne, czasami karykaturalnie błędne postrzeganie ukrytych treści. Po to przecież czytam, żeby mieć tą przyjemność przetrawienia tekstu samemu, nawet gdy kończy się to intelektualną obstrukcją.

Drugi czynnik: choć etyka chrześcijańska jest widoczna, nie jest ona bardziej nachalna niż w innych bajkach czy moralizatorskich opowieściach dla najmłodszych. Przesłanie jest jasne: za złe uczynki spotka człowieka kara, za dobre nagroda, a do tego czasami trzeba przetrwać różne trudne próby, ale generalnie warto, bo to się później opłaci. Uznałam to jednak za ogólnie etycznie prawdziwe i rzecz normalną w tekstach pretendujących do wartościowych dydaktycznie pozycji da dzieci. Krótko mówiąc, nie powiązałam tej etyki wyłącznie z religią jaką taką. Oczywiście inaczej jest w przypadku dalszych części cyklu narnijskiego – w momencie gdy pojawiają się saracenii, prawie bez wyjątków** wszyscy są puści i podli (no i w dodatku czczą szatana).

Po trzecie, lubię zwierzęta. Pod tym względem wciąż jestem dzieckiem i niewiele jest w stanie bardziej skutecznie odwrócić moją uwagę od moralizatorstwa, niż mówiące bobry.
Po czwarte za bardzo skupiłam się na innej warstwie książki, która to, z przyczyn osobistych, o wiele bardziej mnie uwiera. „Narnia” to oględnie mówiąc dzieło nagryzione zębem czasu, reprezentujące jeszcze tę mentalność poprzedniego pokolenia, która dla mnie jest już nie do zaakceptowania.

[…] Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie, gdy biorą w nich udział kobiety. (83)

To przecież jeszcze świat w którym normą jest, że chłopcy się biją, a dziewczynki co najwyżej leczą rany. Ewentualnie gotują. To element, który, o ile cierpi się na pewien rodzaj fiksacji, zdecydowanie bardziej rzuca się w oczy niż epatowanie etyką chrześcijańską. Role są przypisane do płci raz na zawsze i nie ma odwrotu. Nawet świetnie rokująca Arawis ostatecznie zostanie wtłoczona w formę pani domowego ogniska. Od czasu powstania Narnii rola kobiet w świecie uległa rewalidacji, ale wciąż pozostaje długa droga do porzucenia mnóstwa błędnych stereotypów wynikających z tradycyjnego pojmowania ról kobiety i mężczyzny. Zmiany takie wymagają czasu i choć nie chcę demonizować, przypisując książkom zbyt wielki wpływ na kształtowanie mentalności dzisiejszej młodzieży (bo przecież nie czytają), nie dziwi mnie fakt, że najbardziej konserwatywne pod tym względem osoby w moim otoczeniu wychowywały się właśnie na opowieściach z Narnii. Przypadek?

Oczywiście, że tak 😀 No już bez przesady.


* C.S. Lewis „Opowieści z Narnii”, t.1, przeł, Andrzej Polkowski, wyd. Media Rodzina, Poznań, 2004, str. 467. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania a odnośniki do stron umieszczam bezpośrednio w tekście.

** W „Koniu i jego chłopcu” mamy jednak postać Arawis, ale oczywiście jest ona bohaterką pozytywną tylko dzięki jej późniejszemu nawróceniu się na wartości narnijskie. Krótko mówiąc, sama się spacyfikowała.

Reklamy

4 thoughts on “Narnia. Cała. A co sobie będę żałować.”

    1. Całość. Właśnie najbardziej mi się podobały te części zawarte w drugim tomie wydania zbiorczego, choć ostatnia powieść była dość przygnębiająca 😦

      1. To nie czytaj ostatniej części 😀 Ale w sumie to ja to odebrałam jako przygnębiające. Wydaje mi się, że w zamyśle autora to miało być coś w rodzaju nowego lepszego początku, światęłka w tunelu czy coś, ale mnie nie przekonał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s