M. Houellebecq „Uległość”

Michel H. to ten typ autora, który włożyłby nawet majtki na łeb, byle tylko narobić trochę szumu wokół swoich wypocin. Co prawda, w ostatnich powieściach trochę pazur mu się przytępił (Starzejesz się Michel?), ale wciąż, podtrzymując swój image, czuje się najwidoczniej zobowiązany szokować, uciekając się na przykład do wulgarnych opisów seksu, bo przecież „to” się sprzedaje. A przecież to zupełnie niepotrzebne. Zarówno poruszana tematyka, jak i warstwa językowa są wystarczającym powodem by na „Uległość” zwrócić uwagę. Dowcipu i płynności stylu Houellebecqa, których nie niweczy nawet tłumaczenie, jak to często się zdarza, mógłby pozazdrościć niejeden wprawny pisarz. Z kolei tematyka, cóż, nie jest tym, czego można by oczekiwać dając posłuch chybionej promocji. Przeciwnie, jest to powieść dużo lepsza niż można byłoby się po tych ograniczonych opisach spodziewać.

marta
Okładki nie wkleję. Kto widział, ten wie dlaczego. Wklejam za to satyrę autorstwa OpusaDei (tj. mojego czytelnika, nie tej złowieszczej organizacji).

„Uległość” padła na podatny grunt, a zbieg okoliczności, jakim było wydanie jej tuż przed atakami na redakcje „Charlie Hebdo” tylko dolał oliwy do ognia. Upraszczając sprawę, jak to robiły teksty reklamujące powieść, można by rzec, że to powieść o gwałtownym zalewie Francji (a nawet Europy) przez islam i przejęciu władzy przez Muzułmanów – kit łatwy do wciśnięcia spragnionym sensacji czytelnikom. Tyle że „Uległość” jest o czym innym. No może i będą jakieś zamieszki, zamachy, nawet jakieś trupy przydrożne, ale wszystko to jest zepchnięte na ubocze, mało widowiskowe, przytłumione przez problemy osobiste i rozważania głównego bohatera, który szamocze się próbując nadać jakiś sens swojej egzystencji (czyli przypadek klasyczny w prozie Houellebecqa). Ponadto, żadne z tych sensacyjnych wydarzeń nie doprowadza do sukcesu islamistów: władzę przejmują oni w wyniku demokratycznych wyborów i to nawet nie dzięki swojej liczebności, a kuriozalnej sytuacji politycznej, w której alternatywę dla rządów Bractwa Muzułmańskiego stanowi skrajnie nacjonalistyczny Front Narodowy. Notabene, wbrew obiegowej opinii, wartość profetyczna powieści jest niska, a obecne wydarzenia w Europie dowodzą, że gdyby taka sytuacja faktycznie zaistniała, wybór ludności padłby raczej na FN.

Nie należy też od powieści oczekiwać bezpośredniego i agresywnego antyislamizmu. Religia ta przedstawiona jest jak na Houellebecqua zaskakująco łagodnie, a argumenty jej apologetów są, przynajmniej pozornie, logiczne. Takie ujęcie rzeczy jest zdecydowanie mało spektakularne, ale bardziej niepokojące. Powieściowe Bractwo Muzułmańskie, swoim umiarkowaniem doprowadza do uśpienia czujności i przyjęcia przez ludność postawy konformistycznej, w imię spokoju lub osobistych korzyści (sugestia, że wielu europejskich mężczyzn de facto pragnie powrotu patriarchatu więc islamizacja jest im jak najbardziej na rękę, jest jasna). Obywatele i lewicowi politycy wspierający Bractwo Muzułamańskie, godzą się na ustępstwa podkopujące podstawy i obnażające kruchość zachodnioeuropejskiej hierarchii wartości, między innymi równouprawnienia (kobiety, co oczywiste, utracą najwięcej praw).

To wszystko jest jednak tylko tłem dla ewolucji bohatera, podstarzałego wykładowcy uniwersyteckiego, specjalisty od J.K. Huysmansa. Samotność i brak kompetencji społecznych protagonisty, doprowadzają go do podjęcia skrajnie konformistycznych decyzji. To oczywiście nie pierwszy taki przypadek u Houellebecqa: jego bohaterowie, choć zazwyczaj inteligentni i utalentowani, wykazują rozczulające nieprzystosowanie społeczne i w obliczu samotności miotają się jak wesz na agrafce, nic przy tym nie osiągając. Bohater „Uległości” jest o tyle ciekawym przypadkiem, że jego droga do rzekomego „nawrócenia” zestawiona została z życiem Huysmansa, którego zwrot w stronę katolicyzmu pod koniec życia, jest trudny do zrozumienia zarówno dla samego bohatera jak i badaczy życia tego pisarza. Aluzji literackich, będących głównym atutem „Uległości” mamy tu bez liku, trzeba tylko chcieć je dostrzec, zamiast doszukiwać się antyislamskości, ale, jak wiadomo, de gustibus… No i oczywiście warto znać Huysmansa. Wtedy przyjemność z lektury będzie o wiele większa.


Michel Houellebecq „Uległość”, przeł. Beata Geppert, Warszawa, W.A.B., 2015

Reklamy

4 thoughts on “M. Houellebecq „Uległość””

  1. Jestem sławny!
    Ciekawe, że na końcu notki wspomniałaś o Huysmansie. Jak myślisz, dlaczego w naszym pięknym kraju nad Wisłą nikt go nie tłumaczy?

    1. Pomijając fakt, że mniej znana klasyka się kiepsko sprzedaje (toż to nawet ja widzę spadek poczytności na blogu, jak mi się zdarzy pisać o tekstach XIX-wiecznych), Huysmans jest niszowy nawet we Francji. Do tego dość hermetyczny, trudny i potencjalnie szokujący konserwy (dotyczy dzieł przed nawróceniem). Choć przecież coś tam wyszło tłumaczone przez Rogozińskiego, nie jest źle, tylko te ceny… (ale wciąż taniej niż Pynchon, hłe hłe).

      Może ja się w ramach treningu zabiorę za „Tam” :D. W końcu prawa autorskie wygasły.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s