Nicholas Thomas „Odkrycia. Podróże kapitana Cooka”. I ogólnie o historii.

odkryciaMam coś nie tak z głową. W zasadzie to się profesjonalnie nazywa dysonansem poznawczym, ale, jako że podążam ścieżką obcesowego buractwa, wolę określić to bardziej kolokwialnie. Problem polega na tym, że z chęcią wciskałabym „Odkrycia” każdemu, osobiście uważając podróże kapitana Cooka za temat niezwykle interesujący i fascynujący. Jednak cały czas jestem świadoma niszowości tematyki. Czy mam więc prawo zachwalać sześciusetstronicowe tomiszcze wiedząc, że tak naprawdę, mimo skrupulatnego opracowania źródeł historycznych, będzie ono dla niezainteresowanych najzwyczajniej w świecie nudne? Co prawda ja dziko się cieszę z samego faktu dowiedzenia się o istnieniu instytucji kota okrętowego, czy też ze ździebko upiornej opowieści o przehandlowaniu ludzkiej głowy za „parę starych kalesonów z bielutkiego płótna”*, ale opis wieloletnich podróży Cooka nie składa się z samych takich anegdotek, a opowieść o próbach wprowadzania hodowli bydła w Polinezji zapewne nie wywoła zbiorowej histerii czytelników. Mylę się?

A jednak uważam, że takie publikacje są warte uwagi. Podróże Cooka stanowią zamknięcie pewnej epoki w historii świata. Ten niestrudzony podróżnik wypełniwszy większość białych plam na mapach Pacyfiku, niewiele pozostawił do poznania (bydlę). No może zostały wówczas jakieś niezbadane szczątki Afryki i Amazonii, Antarktyda czy borneańskie busze. Świat jednak znacznie się skurczył. Kontynenty i wyspy zostały umieszczone na mapach, ich brzegi opisane, wykluczono istnienie zarówno tzw. „przejścia północnego”** jak i urodzajnego kontynentu południowego***, znienacka zdechły marzenia o nieznanych lądach i bogatych cywilizacjach do odkrycia. Teraz to już został tylko kosmos (i nie bez powodu, jak dowodził T. Horwitz, „Star Trek” czerpie inspirację właśnie z podróży Cooka). Koniec ziemskiej przygody.

Tym bowiem jest historia odkryć geograficznych. Przygodą, zaspokajającą potrzebę poszukiwania i poznawania obcych światów. A taka potrzeba, zwłaszcza wśród czytających jest bardzo wyraźna. Z tego przecież wynika popularność fantastyki i choć piszę to w momencie, gdy obserwuje się wzrost popularności reportażu i wszelkiej maści non-fiction, nie dostrzegam w tym odejściu od fikcji literackiej zaprzeczenia postawionej tezy. Zwrot w kierunku reportażu nie jest niczym innym niż skutkiem chęci poznania innych obszarów istniejącego świata (patrz reportaże podróżnicze), czy też niedostępnych i niezrozumiałych dla nas obszarów ludzkiej psychiki (coraz częściej spotykane studia patologicznych zachowań).

Książki historyczne paradoksalnie łączą w sobie zalety obu nurtów. Realność reportażu i możliwość poznawania i wstępu do nieistniejących już, utraconych światów. Bo przecież świat, taki jaki istniał w przeszłości, bezpowrotnie zniknął a dostęp do niego mamy wyłącznie za pośrednictwem tekstów źródłowych lub właśnie opracowań historycznych. Tak kompletnego i plastycznego obrazu wieków przeszłych nie da żadna wycieczka i zwiedzanie zabytków, które są jedynie szczątkami, dającymi tylko powierzchowne poznanie fragmentów utraconej rzeczywistości.

Całkowitą abstrakcją jest więc często spotykane twierdzenie, że historia jest nudna, zwłaszcza że można o niej pisać dwojako, albo dogłębnie, powołując się na źródła jak Thomas, albo błaznować jak Horwitz. Dla każdego coś miłego. I choć na co dzień staram się nie epatować tak romantycznym podejściem do dziejów, zazwyczaj powołując się raczej na wartości utylitarne historii jako środka do zrozumienia współczesnego świata, muszę przyznać, że na równi z tym aspektem praktycznym przyciąga mnie ona jako wrota do niedostępnej innymi sposobami rzeczywistości.

#TLDR: Ludzie, czytajcie książki historyczne.


* Nicholas Thomas „Odkrycia: Podróże Kapitana Cooka”, przeł. Janusz Szczepański, Rebis, Poznań, 2007, str. 168

** XVIII wieczna hipoteza zakładała istnienie pływalnego przejścia morskiego między Ocenami Atlantyckim i Spokojnym znajdującego się północ od kontynentu Amerykańskiego lub Azjatyckiego.

*** Tzw. „Terra australis”. Kontynent ochrzczony później mianem Australii swoim nieurodzajnym klimatem sprawił ogromny zawód odkrywcom, oczekującym zielonego raju.

Reklamy

4 thoughts on “Nicholas Thomas „Odkrycia. Podróże kapitana Cooka”. I ogólnie o historii.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s