komiks

Logikomiks: w poszukiwaniu prawdy (o naleśnikach)

okladaNa potrzeby tego wpisu załóżmy, że ludzkość dzieli się na dwie grupy: tych, którzy bezdyskusyjnie przyjmują do wiadomości pewne aksjomaty, oraz takich, którzy nie spoczną, dopóki nie znajdą spójnego dowodu opartego na pewnych fundamentach. Choć doprowadzone do absurdu pragnienie odkrycia niepodważalnych podstaw matematyki, które doprowadziło Bertranda Russella, bohatera „Logikomiksu”, do stworzenia 380-cio stronicowego dowodu najprostszej możliwej operacji matematycznej (1 + 1 = 2), aż się prosi o przylepienie mu łatki obłędu, rzeczywistość coraz częściej daje podstawy do uznania takiego sposobu myślenia za słuszny. Jak mamy rozumieć sens czegokolwiek bez jednoznacznych, pewnych, dowiedzionych założeń? Zwłaszcza gdy język jest narzędziem niedoskonałym, bo nawet zwykły „naleśnik” może znaczyć dla każdego co innego (patrz dyskusja tu) oraz gdy matematyka również pozbawiona jest solidnych podstaw. Dlaczegóż niby mamy uznawać cokolwiek za pewne, tylko dlatego, że kiedyś jakiś Euklides tłumaczył, że istnieją założenia, które są prawdzie, bo wynikają z logicznej konieczności. To taki odpowiednik ultrakobiecej argumentacji typu „BO TAK!”, tylko pozornie mądrzej wyglądający.

Z takim to problemem borykał się (z marnym rezultatem) Russell, a jego boje z nielogiczną logiką przedstawione są w formie powieści graficznej pod tytułem „Logikomiks”.  Wybór takiej formy oczywiście narzuca pewne ograniczenia: problemy logiki, paradoksy są z konieczności przedstawione w bardzo prosty sposób, aczkolwiek, biorąc pod uwagę fakt, że dzięki temu podstawowe idee zrozumie każdy (przy niewielkim wysiłku), jest to zdecydowanie zaletą.

Oczywiście, nie jest to tylko wykład „dla opornych” przedstawiony w formie obrazkowej. Akcja oscyluje wokół ścieżki umysłowej Russella, a o jej przebiegu zadecydowały przecież wpływy zewnętrzne, czyli kontakty z innymi ludźmi oraz biografia Bertranda (oczywiście, nie obyło się bez kobiet…). Wszystko to jest przedstawione przez samego zainteresowanego, który o swoich doświadczeniach opowiada w trakcie jednego z wykładów odbywającego się w 1939. Data znacząca, bo częścią przesłania jest wpływ logiki na reakcje ludzi na przykład obliczu wojny.

Wystąpienie Russela jest przedstawiane i komentowane przez autorów komiksu, których także czytelnik ujrzy w kadrach. A że jest ich aż dwóch, i obaj się zajmują zawodowo matematyką, ale mają różne jej wizje, czasem się widowiskowo sprzeczają.

Celem tych autotematycznych wstawek jest wprowadzenie dodatkowego komentarza, tam gdzie logika Russella mogłaby być za trudna dla przeciętnego czytelnika, lub tam gdzie trzeba wyjaśnić podstawowe terminy. Trzeba przyznać, że wprowadzone w tak naturalny sposób, w trakcie dyskusji, definicje przyjmuje się o wiele przyjemniej, niż ewentualne przypisy (w komiksie! Toż to byłoby straszne). A tak, zamiast suchej teorii, mamy dwóch żywych, kłócących się o granice między obłędem a logiką, sympatycznych Greków, w dodatku tłumaczących, co z czym się je, również obecnym w kadrach, rysownikom. Dla głodnych wiedzy, na końcu książki zamieszczone są dodatkowe notatki bardziej szczegółowo wyjaśniające idee Russella i jego adwersarzy. Ja jednak zdecydowanie wolę mniej wyczerpujące dywagacje, ale za to okraszone dynamicznymi rysunkami gestykulującego (i tłukącego przy tym filiżanki) Wittgensteina. Trzeba mi jednak przyznać, że z tej mieszaniny warstw fabularnych i końcowych objaśnień, wyłania się dość spójny i ludzki obraz matematyki.

Ano właśnie, jeśli by krótko podsumować ideę „Logikomiksu”, brzmiałaby ona „o matematyce po ludzku i dla ludzi”. A w obliczu panującego w literaturze humanistycznego wyparcia nauk ścisłych, nie sposób nie pochwalić takiej próby popularyzacji tematu.

Do tego, to już z pobudek osobistych, bardzo się cieszę, że wpadło mi to dziełko w ręce. Już myślałam, że coś ze mną nie tak, polski marudny temperament wdarł się w mój sposób postrzegania i nic mi się nie podoba, a tu miła niespodzianka i dowód na to, że jest coś, co mnie może zachwycić.

I nie. Tym razem się nie będę czepiać niczego, bo „Logikomiks” zaspokoił wszelkie moje oczekiwania czytelnicze.

Gdzie jest Ludwig?
Zadanie: znajdź mojego faworyta (Wittgensteina).

Apostolos Doxiadis, Christos H. Papadimitriou/rys. Alecos Papadatos, Annie Di Donna, Logikomiks, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa, 2011

Reklamy

8 myśli w temacie “Logikomiks: w poszukiwaniu prawdy (o naleśnikach)”

  1. Ja sam Logikomiks dostałem od brata na mikołajki, i chociaż sam nie wiedziałem, czego oczekiwać – jestem absolutnie usatysfakcjonowany. Zakochany niemal!

      1. Frege też był dobry 🙂 Generalnie zaletą Logikomiksu było to nawet postacie były epizodyczne tak przedstawione tak wyraziście, że się je pamięta.

    1. A to z jakichś konkretnych przyczyn (jeśli można wiedzieć)?
      Ja mam małe zboczenie pro-matematyczne, które zapewne wpłynęło na ocenę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.