literatura polska

Anna Ikeda „Życie jak w Tochigi: na japońskiej prowincji”

Kolejne wrażenia podróżnicze traktujące o tym, jaka ta Japonia jest dziwna i do ludzkiej ziemi niepodobna? Nic bardziej mylnego. Ewentualne wątpliwości dotyczące tego, czego można się spodziewać po treści, autorka brutalnie rozwiewa już na wstępie:

nie jest to książka o Japonii. Jest to książka o moim życiu w Japonii*

Jeśli ktoś po takim uprzedzeniu, wciąż ma nadzieję na zbiór stereotypowych opowieści o automatach z bielizną i tłoku w metrze, to sam jest sobie winien. Wszak czarno na białym jest napisane, że będzie to bardzo indywidualne podejście do perypetii autorki, a nie zbiór esejów o egzotyce kraju.

Osobiście, bardzo jestem zadowolona z tego podejścia, bo już dość naczytałam się mądrości ludzi, którzy po rocznym pobycie w Japonii uważają się za ekspertów, karmiąc jednocześnie czytelnika powierzchownymi stereotypami i często karykaturalną, bo wynikającą z europocentrycznego punktu widzenia, próbą wyjaśnienia pewnych zjawisk. Dlatego też „Życie jak w Tochigi” traktuję jak odtrutkę na zgagę po typowych i, niestety, popularnych na polskim rynku książkach na temat „dziwności” Japonii (litościwie, nie będę wskazywać palcem, o które tytuły mi chodzi).

W omawianym przypadku mamy do czynienia z niesilącym się na edukowanie zbiorem historyjek z życia wziętych, które przydarzyły się autorce mieszkającej od dobrych paru lat na prowincji kraju. Sam dobór  tematów opowiastek mówi wiele o indywidualnym charakterze książki: owszem znajdziemy opis festiwalów, ale zaraz obok wrażeń z knajpy, w której bonusem dla klientów jest możliwość miłego spędzenia czasu z kotami. A autorka koty zdecydowanie lubi. Toteż bliższy (i ciekawszy) jej był zapewne ten temat, niż powtarzane w kółko wywodów o odmienności tubylców.

Oczywiście, nie obędzie się bez tłumaczenia pojęć, które polskiemu czytelnikowi mogą być nieznane, ale takie wtręty są ograniczone do minimum niezbędnego do zrozumienia kontekstu wydarzeń, w których  autorka brała udział. Nawet jeśli już się zdarzy fragment, będący czystą ciekawostką socjohistoryczną, to, opowiedziany nietuzinkowym stylem, idealnie wkomponowuje się w całość. Weźmy dla przykładu opis fragmentu wędrówki mnicha Schodo (postać historyczna z VIII-ego wieku):

Przygody mnichów bynajmniej nie zakończyły się na przeprawie przez rzekę. I należy podejrzewać, że palili oni na tej swojej wycieczce coś dużo mocniejszego niż ziarna sezamu – bo ledwo załatwili się z wężami, ukazała się fioletowa mgła. […] Shodo tak się przejął tym nadprzyrodzonym pokazem pirotechnicznym, że w miejscu, gdzie zobaczył mgłę, wybudował świątynię. (str. 57)

Bynajmniej nie chcę powiedzieć, że styl pozbawiany jest szacunku dla historii i wierzeń Japończyków, ale nie znajdziemy tu zbędnej powagi, moralizatorstwa i epatowania wiedzą. Tylko to, co niezbędne, w stylu takim samym, jakiego autorka używa pisząc o codziennej pracy, zakupach czy innych nieocierających się o sferę sacrum tematach. Ponadto, wypada mi zaznaczyć, że cytowany fragment, w porównaniu z resztą książki, nie należy wcale do zbyt kwiecistych. Właśnie zadziorny, momentami brutalny (ale nie aż tak brutalny, by nie wykropkować słów przestankowych, używanych przez spotkane przypadkiem polskie przyjezdne „dresy”) styl wypowiedzi należy do niewątpliwych zalet książki. Wszak skoro to zbiór rzeczywistych historii z życia wziętych, z których większość jest zabawna sama w sobie, nie ma sensu silić się naukowy styl wiejący nudą tam, gdzie jest to niemile widziane.

Nie ukrywam, że lektura „Życia jak w Tochigi” dała mi wiele radości. Niemęcząca i zabawna lektura na parę dni i szkoda, że starcza na tak krótko. Mało! To chyba jedyny wyrzut w stosunku do autorki, którego nie mogę przemilczeć. Pozostaje mi czekać na kontynuację.

* Anna Ikeda, Życie jak w Tochigi: na japońskiej prowincji; WAB; Warszawa; 2012; str. 5. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania. Odnośniki do stron umieszczone zostały bezpośrednio w tekście.

Reklamy

3 myśli w temacie “Anna Ikeda „Życie jak w Tochigi: na japońskiej prowincji””

  1. Też właśnie cierpię na nadmiar „jednorocznych ekspertów” od Japonii… ale dobrze, że są i książki nietuzinkowe. A na „Życie jak w Tochigi” ostrzę ząbki od dawna 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.