Znowu atak eko-oszołomów?! „Carskie źródło” Kir Bułyczow

Jakoś tak się złożyło, że w swoich wrednych i niesprawiedliwych uprzedzeniach zakładam, że cuda, wianki, dzikie węże w literaturze niewiele wnoszą w moje życie. A pod takim szyldem, zaszufladkowałam sobie prywatnie całą fantastykę i science-fiction. Bynajmniej nie twierdzę, że te gatunki nie mają w sobie pewnego magnetyzmu, przyciągającego zwłaszcza czytelnika spragnionego eskapizmu. Stąd też jeśli już tknę się czegoś podpadającego pod kategorię fantastyki, to zazwyczaj są to dobre fabularnie czytadła. Mają tę niedającą się ukryć zaletę, że zazwyczaj nie nudzą. A i stylizacja językowa bywa urocza i, nie wiem dlaczego, myślę tu o wszędobylskim „chędożeniu”  Sapkowskiego.  W związku z powyższym, nie dorabiając do tego żadnej ideologii, czasem losowo sięgam po tego rodzaju rozrywkę. Co bądź się nada, nie ma co kaprysić. Co się nawinie, to przeczytam.

Tako i spotkanie z „Carskim źródłem” Kira Bułyczowa to przypadkowy owoc mojego okresowego marudzenia pod tytułem „E, niech mi ktoś przyniesie coś do czytania (bo przecież książki zalegające na półce nie uciekną)”. Pewna dobra dusza ulitowała się nad moją potrzebą lub też miała po prostu dość słuchania mojego jęczenia. W każdym razie towar dostarczono. Po oględnym zmacaniu i obwąchaniu pozycji, rzuciłam okiem na tył okładki. Z krótkiej reklamy wyfiltrowawszy parę wyrazów, zachowałam się jak na byt nieobeznany w dziedzinie przystało:

Ja: „Co mi tu przynosisz? Znowu atak eko-oszołmów?!”
Diler: Ależ, skądże. Gdzie ty to wyczytałaś?!
Ja: „Zagubiona W LESIE wioska”, „ weteran, LEŚNIK”, „katastrofa EKOLOGICZNA”…
Diler: Czepiasz się słówek, zobaczysz ze wcale tak nie jest.

Obdarzywszy dużym kredytem zaufania dostawcę, zabrałam się za wgryzanie w Bułyczowa. Co uczyniwszy, stwierdzam że, moje podejście do science-fiction w tym przypadku było trafne. Przeczytałam, szybko, lekko ale czy zapamiętam na dłużej?

„Carskie źródło” to zbiór trzech krótkich powieści, zebranych razem w zbiorek… bo tak się podobało komuś w wydawnictwie? Nie wiem, zgaduję. Ewentualnie, dorabiając ideologię post factum, można przypuszczać, że skontrastowanie trzech zasadniczo różnych tworów miało pokazać wszechstronność autora.

Zbiorek zaczyna się od humorystycznej powiastki, z biegającymi po mieście rozumnymi niedźwiadkami, ptakami mówiącymi po łacinie, chodzącymi wiatrakami i, co najważniejsze, bohaterskimi ofiarami losu, którym co rusz coś nie wychodzi, albo gdzieś grzęzną. W drugiej części, autor uderza w poważniejsze tony, aczkolwiek konstrukcja równoległego świata, do którego przypadkiem trafia bohater jest niepozbawiona humoru. Zwłaszcza humanoidalne mrówki, lub, jak kto woli, mrówcze humanoidy, mimo, że w założeniu miały być groźne, w wyobraźni jawią się jako dość komiczne stworki. Ostatnia część zawiera jeden z moich ulubionych motywów: katastrofę ekologiczną. Tu mamy na deser to, co frustraci tacy jak ja lubią najbardziej: trupy i to cała kupa.

Wstawiam UFO bo w książce go niestety brak
Wstawiam UFO bo w książce go niestety brak

Zazwyczaj nie czytuję fantastyki i nie znam się na niej, a już z rosyjską nigdy nie miałam do czynienia . Natomiast na tyle orientuje się w realiach tamtejszych ziem, że rozumiem, dlaczego autor miał problemy z wydaniem swoich mądrości w ojczyźnie:
– Biednych zawsze denerwuje bogactwo – powiedział Borys. – Z tego powodu było już tyle rewolucji!*
Tu i ówdzie napotykamy takie wtrącone smaczki, których odczytywanie jako aluzji do ówczesnych realiów ZSRR zdecydowanie nie jest nadużyciem. Jeżeli, poza chwilą rozrywki dla czytelnika, jakichkolwiek ambitniejszych znaczeń chciałoby się doszukać, to polegałby to właśnie na wyłuskaniu takich fragmentów.

Nie wiem czy w ogóle, i o ile mnie to dzieło ubogaci. Podejrzewam raczej, że o istnieniu „Źródła” bardzo szybko zapomnę. A po inne dzieła Bułyczowa, sięgnę… kiedyś, może, przypadkiem, bądź w obliczu nudy.

* Bułyczow Kir, Carskie Źródło; tłum. Agnieszka Chodkowska-Gyurics i Tadeusz Gosk; wyd. Solaris; Stawiguda;2006; str. 278

Reklamy

4 thoughts on “Znowu atak eko-oszołomów?! „Carskie źródło” Kir Bułyczow”

  1. eskapizm… Boże wielki na niebiesiech!!! Kto jeszcze- prócz zwichrowanych polonistek- używa tego słowa? 😀

      1. I rzesze humanistów – naukowców, którzy myślą, że w ten sposób ich myśli są jeszcze bardziej zagmatwane i zakrywające banalność ich doniosłych stwierdzeń.

      2. Oczywiście stwierdzenie, że fantastyka jest rodzajem eskapizmu, jest banałem. Dlatego też chciałam jak najmniej miejsca w tekście temu zagadnieniu poświęcić. Wyszłam z założenia, że żadna z osób, która przebrnęła przez moje dyrdymały, nie będzie miała problemu ze zrozumieniem znaczenia użytego słownictwa, które moim skromnym zdaniem do wyszukanych nie należy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s